Olsztyn. Wystarczy pole, piłka i kijek?

May 5th, 2001

Golf zyskuje coraz więcej sympatyków na Warmii i Mazurach. W turniejach rozegranych na polu w Naterkach w czasie weekendu uczestniczyło kilkuset zawodników z regionu i całego kraju.

Na polu w Naterkach od kilku lat pojawiają się znane osobistości. Chętnie przyjeżdża tutaj Adam Person, prezes Polskiego Związku Golfowego, szefowie Polskiego Komitetu Olimpijskiego, bywają artyści, wśród nich Grażyna Szapołowska.

Pole zbudowano w 1995 roku. Twórca Lesław Rogiński kupił kilkadziesiąt hektarów nieużytków i tak Naterki stały się pierwszym w tej części polski polem golfowym. Najpierw zbudowano 9 dołków, później powiększono pole do 14. Olsztyńskie Towarzystwo Golfowe, przekształcone później w Olsztyński Klub Golfowy, gromadziło pierwszych golfiarzy: biznesmenów, bankierów, lekarzy, prawników.

Golf stał się pasją dla całych rodzin: Mitukiewiczów, Witkowskich czy Sikorów. Rozegrany w 1995 roku pierwszy nocny turniej golfowy wzbudził zainteresowanie nie tylko olsztyńskich golfistów, o Naterkach zaczęło być głośno w kraju. W 2000 r. w w Naterkach rozegrane zostały Mistrzostwa Polski Juniorów, tryumfował w nich Witek Sikora, członek olsztyńskiego klubu.

Na koniec sezonu pole zmieniło właściciela. Jak zapowiada Andrzej Miękus, prezes Old Mazury Golf & Country Club, w ciągu kilku lat w Naterkach powstanie jedno z najlepszych pól golfowych w Europie. Cały kompleks z hotelem i akademią golfa.

Gra w golfa polega na wbiciu piłeczki do dołka możliwie najmniejszą liczbą uderzeń specjalnie do tego przeznaczonymi kijami. Rekordowym uderzeniem, o którym śni każdy golfista, jest tzw. hole in one czyli trafienie do dołka jednym uderzeniem.

Dystans pomiędzy tee (miejscem rozpoczęcia gry na dołku) a samym dołkiem znajdującym się na ,greenie”, wynosić może nawet 500 metrów (przeważnie jest to od 80 do 450 m.). Obszar pola jest specjalnie zaprojektowany i zajmuje zazwyczaj od 40 do 80 ha. Podzielony jest na tzw. ,dołki”. Klasyczną rundą w golfie jest zagranie 18 dołków.

Bywają też pola dziewięciodołkowe. Pole golfowe to także przeszkody w postaci jezior, stawów, drzew, krzaków, dołów z piaskiem (tzw. bunkrów). Trawa na polu jest specjalnego gatunku o określonej wysokości. Na tzw. ,greenie” trawa jest bardziej gęsta i krótko ścięta. Pole musi być odpowiednio nawadniane, aby zapewnić jak najlepsze warunki wegetacji traw.

Wbrew opiniom sport ten na pewno nie jest straszne drogi. Kompletny zestaw kijów dla początkujących możemy nabyć już za około 2,5 tys. zł. Jednak najdroższy komplet może kosztować nawet kilkanaście tysięcy. Kije wystarczą nam z powodzeniem na kilka sezonów.

Kolejny wydatek to buty golfowe – kosztują kilkaset złotych. Spodnie czy koszulka to już niewielka kwota. Ostatni wydatek to opłaty za grę na polu. Możemy wykupić członkostwo w klubie golfowym i zapłacić za rok z góry. W Polsce ceny wahają się od 2 do 10 tys. zł. Dodatkowo płacimy ustaloną kwotę za grę na polu.

Golf nie wymaga specjalnych predyspozycji fizycznych. Wymaga długich spacerów – jedna runda to około 8-10 kilometrów. Jeśli komuś nie chce się tyle chodzić, może wypożyczyć melex i jeździć po polu.

Golf jest sportem dla ludzi w każdym wieku. Grają dzieci i staruszki. Dopóki jesteśmy w stanie uderzyć piłkę kijem i dopóki widzimy, gdzie leci nasza piłka.

Autor artykułu: Krzysztof Berent

Lubawa. Najpierw porwanie, teraz bomba

May 5th, 2001

Mirosław K., prezes Lubawskiego Ludowego Klubu Kickboxingu, dowiedział się w czwartek po południu o tym, że pod jego samochodem podłożono bombę. Tę informację przez telefon przekazał mu anonimowy rozmówca.

Auto Mirosław K. było zaparkowane przed lubawskim Ośrodkiem Sportu i Rekreacji, gdzie odbywały się imprezy z okazji święta 3 Maja.

Na miejsce przyjechali strażacy, którzy ewaukowali okolicznych mieszkańców. Zjawiła się też grupa pirotechników z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

- Na szczęście to była atrapa ładunku wybuchowego. Była przyczepiona za pomocą magnesu to błotnika. Miała tylko wystraszyć właściciela – twierdzi Waldemar Bałabon, zastępca komendanta powiatowego policji w Iławie.

- Nie mam pojęcia, kto i dlaczego chciałby podkładać mi bombę. Taka jest cena jaką płaci się za bycie osobą publiczną, w końcu już raz mnie porwano – komentował na gorąco Mirosław K.

Do porwania doszło cztery lata temu. Mirosław K. był wtedy właścicielem hurtowni alkoholi. Jak twierdzi, gdy wychodził z firmy z utargiem, podjechał do niego samochód z dwoma mężczyznami. Jeden z nich przystawił Mirosławowi K. pistolet (jak się potem okazało straszak) do głowy. Mężczyźni wywieźli właściciela hurtowni do lasu, zabrali utarg, a potem wypuścili. Dotychczas nie ustalono danych porywaczy.

Autor artykułu: Błażej Urbański, kb

Ełk. Internet w bibliotece

May 5th, 2001

Już od wtorku Miejska Biblioteka Publiczna udostępni czytelnikom komputer. Będzie można skorzystać z wydawnictw multimedialnych, które biblioteka systematycznie kupuje. Czytelnicy będą mieli dostęp do Internetu.

Biblioteka proponuje 3 zł za godzinę surfowania w sieci. Będzie można też przegrywać potrzebne wiadomości na dyskietki oraz drukować. Niepełnoletni czytelnicy będą mogli skorzystać z Internetu pod nadzorem bibliotekarki. Za wpływy z tego tytułu dyrekcja MBP zakupi kolejne wydawnictwa multimedialne.

Autor artykułu: jaga

Iława. Młodzi artyści na scenie

May 5th, 2001

W piątek w iławskim liceum ogólnokształcącym odbył się I Powiatowy Festiwal Piosenki Autorskiej ,Paf”.

Występujących artystów oceniało kilkuosobowe jury oraz licznie zgromadzona publiczność. Na sali zasiedli zaproszeni goście, przedstawiciele kuratorium oraz dyrektorzy szkół.

- Do konkursu zgłosiło się kilkanaście zespołów ze szkół średnich w Iławie, Lubawie i Suszu – mówi Stanisław Korzuchowski, organizator festiwalu. – W tym roku wybraliśmy utwory Agnieszki Osieckiej, w przyszłym będzie to repertuar innego artysty. Mam nadzieję, że w przyszłości zwycięzcy festiwalu spróbują swoich sił w popularnym programie telewizyjnym ,Szansa na sukces”.

- Festiwal został wpisany do kalendarza imprez kulturalnych, które będziemy organizować co roku – mówi Anna Rabczyńska, sekretarz powiatu iławskiego.

- Zwycięzców tegorocznego festiwalu będziemy promować na różnego rodzaju imprezach powiatowych. Być może wystąpią już 27 maja, podczas dnia samorządowca. Na pewno nie zapomnimy o tych młodych, ambitnych artystach. Będziemy im pomagać – dodaje Anna Rabczyńska.

Wyniki konkursu:

I miejsce zdobył zespół Catharsis z Lubawy, II – Agata Patała (prywatne liceum w Iławie), III miejsce przypadło Agnieszce Kudzinow z Zespołu Szkół Mechanicznych w Iławie. Podczas festiwalu przyznano wyróżnienia. Zdobyli je: Ewelina Rodak – uczennica LO w Iławie, Bernadetta Gawrjołek z liceum w Suszu, Julia Sawicka i Tomasz Pawłowski, uczniowie Gimnazjum nr 2 w Iławie.

Autor artykułu: Dominik Jaskulski

Dwa światy- wieś i miasto

May 4th, 2001

W długi weekend zaludniły się wsie w naszym regionie. Przybysze z Warszawy, Trójmiasta, Śląska, Łodzi i Olsztyna przyjechali, by odpocząć w swoich letniskowych domach, z daleka od cywilizacji.
Widać było, że atrakcyjnie położone wsie na Warmii i Mazurach mają nowych mieszkańców. Coraz więcej mieszczuchów wykupuje podupadłe gospodarstwa. Taki koloniami nowych osadników stały się np. okoliczne podolsztyńskie wioski: Dywity, Naterki, Stawiguda, Rentyny, Bukwałd. Ich nowi mieszkańcy ratują te osady przed wymarciem. – Wolę mieszkać na odludziu i jeździć wyboistą drogą niż mieszkać w mieście – mówi pan Bogusław z Gronit, na co dzień wiceprezes w jednej z olsztyńskich firm.

- Domy i mieszkania w mieście są drogie, w cenie dużego mieszkania w bloku można mieć trzy razy większy stary dom na wsi – argumentują nowi mieszkańcy wsi
Ładna okolica kusi wszystkich, na wsi osiedlają się znani ludzie polityki czy biznesu: Henryka Bochniarz, Leszek Balcerowicz. Nie brak też artystów np. Tadeusz Drozda buduje się w Naterkach. We wsiach naszego regionu już mieszkają Jerzy Wiess, Jacek Kuroń, Janusz Stokłosa.
Dzięki ich obecności mieszkańcy mają pracę.
Jednak większość wsi ma mniej szczęścia. Dawniej tętniące życiem powoli wymierają. Przepaść między wsią a miastem pogłębia się coraz bardziej.

W raporcie Organizacji Narodów Zjednoczonych pt. Polska 2000 czytamy: ,Mamy do czynienia z dwiema Polskami: miejską, należącą do świata społeczeństw rozwiniętych oraz wiejską, znacznie jeszcze zacofaną. Dysproporcje wynikają z braku infrastruktury, bezrobocia, biedy mieszkanców wsi.” Warmia i Mazury w raporcie są stawiane jako przykład takiego rozwarstwienia.
- Żaden rząd nie miał nigdy pomysłu na uzdrowienie polskiej wsi, szczególnie tej popegeerowskiej. Brakuje strategii wyrwania z marazmu gospodarczego mieszkańców wsi żyjących na granicy ubóstwa. Najgorsze jest to, że w tym marazmie tkwią także ich dzieci – twierdzi socjolog Alfred Czesla.
Według ekspertów ONZ utrwalanie się takiego podziału jest istotnym czynnikiem destabilizującym proces rozwoju kraju. Zdaniem socjologów może to doprowadzić także do niebezpiecznego wybuchu niezadowolenia.

Rzeck sąsiaduje z Biskupcem, leży przy trasie z Olsztyna do Mrągowa. Od 15 lat sołtysem jest tu Bronisław Dudzic, właściciel 20 ha gospodarstwa.
- Dałem się wybrać, bo chciałem mieć telefon – wyznaje szczerze. – Ale to już ostatnia kadencja. Trzeba ustąpić młodszym. Jeśli się znajdą.
Sołtys Rzecka nie kryje, że jego dalsze plany nie są związane z rolnictwem, o którym mówi żartobliwie, że to jego hobby. Liczy na to, że cena gruntu przy drodze krajowej nr 16 na pewno pójdzie w górę. Być może wówczas ją sprzeda i będzie żył spokojnie z emerytury i odsetek.
Przypuszcza, że podobnie myślą inni rolnicy z Rzecka, których jednak ubywa z każdym rokiem. Nie mają następców.

- Młodzież ucieka do miast. A dlaczego ma tutaj zostać, skoro opłacalność produkcji spada? Oto jeden przykład. W 1982 roku za litr sprzedanego mleka otrzymywałem litr ropy. Teraz, żeby kupić litr ropy, muszę sprzedać trzy litry mleka – mówi sołtys.
Mimo tych trudości twierdzi, że do gospodarki nie dokłada. Sprzedaje świnie, byki, mleko. Uważa też, że od Unii nie ma odwrotu. Prognozy, co z tego dla polskiego rolnictwa wyniknie, nie podejmuje się postawić.

Dla mieszkańców wsi teraz najważniejsze jest przetrwanie. Zarabiają, o ile mają pracę, od 200 do 500 złotych mniej niż mieszkańcy miast. Na zaniedbanej wsi istnieje dodatkowy podział wszechobecnej biedy. Na przykład Grzędy koło Bisztynka to wieś rolnicza, gdzie zawsze były gospodarstwa indywidualne i ludzie jakoś sobie radzili.
- Jest kilkunastu rolników. Niby każdy sieje i uprawia ziemię, zyski są, choć małe. Tu wszędzie były peegery, jakoś się żyło, a teraz jest bieda – mówi Zbigniew Olszewski, sołtys z Grzęd.
Pobliskie Sątopy, Pleśno czy Janowiec to typowe popegeerowskie wsie, gdzie ludzie od kilku lat pozostają bez pracy. Wegetują, starając się przetrwać. Za grosze muszą utrzymać swoje rodziny. W ciągu ostatniego roku co trzeci dorosły miał, chociaż na krótko, jakąś pracę. W domach brakuje na ubrania, podręczniki i jedzenie. Podczas zajęć w szkole w Grzędach bywało tak, że dzieci mdlały z osłabienia. Tylku kilkunastu rodziców na 135 dzieci, stać było na składkę na komitet rodzicielski.
Wielopokoleniowe rodziny (od 4 do 10 osób) muszą przeżyć czasem za 300-600 złotych miesięcznie.

- Mamy tam do czynienia już z dwupokoleniowym bezrobociem. Ludzie popadli w bezsilność biedy, zachowując postawę roszczeniową – twierdzi psycholg Jacek Doliński. – Nauczyły ich tego pegeerowskie deputaty i przywileje. Ich sytuację pogarsza brak wykształcenia. A młodzi ludzie nie mają wzorców sukcesu, coraz mniej jest przykładów, że ktoś młody odniósł sukces, udało mu się zrobić karierę. Jednak w miastach jest więcej takich przykładów, które pociągają innych młodych. Bieda łączy się z poziomem wykształcenia, a z tym na wsi jest coraz gorzej.

Na wsi jest coraz gorszy dostęp do szkół, pogarszają się warunki i poziom nauczania. W województwie warmińsko-mazurskim likwidowanych będzie 79 placówek oświatowych, w tym głównie szkoły podstawowe i przedszkola. Na przykład w ciągu ostatnich dwóch lat w gminie Iława z 18 szkół zlikwidowano osiem podstawówek. – Likwidowanie wiejskich szkół, które nieraz pełniły rolę ośrodków kultury, takich okienek na świat, minimalizuje szanse dzieci na zdobycie wykształcenia i dobrego zawodu – twierdzą specjaliści.
Tylko 10 procent wiejskiej młodzieży kontynuuje naukę w szkołach średnich. Zaś na studia trafia 3 procent (w miastach- ok. 20 procent).

W latach 80-tych co 14 dziecko wiejskie podejmowało naukę na studiach uniwersyteckich, zaś w 90-tych nawet co 140. – Od kiedy zlikwidowano tzw. punkty za pochodzenie nie prowadzimy statystyk, ile studiuje u nas dzieci wiejskich. W 1999 gdy ruszał Uniwersytet Warmińsko-Mazurski na 15 tys. studentów, było ich 31 procent. Teraz szacujemy, że na 29 tysięcy jest ich około 34 procent – infromuje Katarzyna Kozłowska z biura rekrutacji UWM

Główny powód? Rodziców nie stać na finansowanie nauki. Zaledwie 3 proc. mieszkańców wsi ma wyższe wykształcenie, w mieście to 11 proc, przy średniej dla całego kraju – 7,8 proc. Receptą na ten problem ma być regionalny program wyrówniania szans edukacynych młodzieży wiejskiej. To pierwszy taki pomysł w kraju. Prawie tysiąc uczniów i około 200 studentów, otrzymało stypendia (250-300 zł). Pieniądze mogą przeznaczyć na koszty dojazdów, nauki i pomoce szkolne.

Powiększający się dystans cywilizacyjny pomiędzy miastem a wsią nie poprawią nowe kilometry sieci wodociągowej i liczba telefonów na wsi.
W ubiegły roku Telekomunikacja Polska w regionie podłączyła 23 tysiące telefonów, na wsi ponad 13,3 tysiące. Od kilku lat więcej nowych numerów podłączanych jest na obszarach wiejskich. Jednak jest to raczej szybkie odrabianie kilkudziesięcioletnich zaległości niż powód do dumy. Dysproporcja utrzymuje się nadal. W miastach średnio na stu mieszkańców przypada ok. 32 telefonów, na wsiach tylko 16.

Szwajcarska gazeta Neue Zuercher Zeitung w korespondencji z Olsztyna tak relacjonuje sytuację gospodarczą Warmii i Mazur: ,Atrakcyjne pod względem turystycznym obszary Polski są jednocześnie obszarami największej biedy i zacofania gospodarczego. Działania władz wojewódzkich zmierzające do jego zwalczania są mało skuteczne, gdyż mimo przeprowadzenia reform administracji państwowej i samorządowej, przydział pieniędzy pozostał w dalszym ciągu w gestii administracji centralnej. Środki te są zresztą niewielkie.”

Autor artykułu: KRZYSZTOF Berent

Rozwiązanie konkursu filmowego

May 4th, 2001

Dziękujemy wszystkim za udział w konkursie filmowym. Aby wygrać nagrodę, należało odpowiedzieć na pytanie: ILE OSKARÓW W SWOJEJ KARIERZE ZDOBYŁA JULIA ROBERTS? Nikt nie miał kłopotów z odpowiedzią na to pytanie- Julia Roberts zdobyła jednego Oskara.

Nagrody, filmy wideo od firmy Warner Bros, wylosowali: Szymon Wiaderski z Elbląga, Piotr Drażba z Ełku i Magdalena Rosińska z Olsztyna. Gratulujemy! Nagrody prześlemy pocztą.

Autor artykułu:

Pokonać własny strach

May 4th, 2001

Proszę rozłożyć ręce- powiedział instruktor. Runąłem w otchłań. Otuliła mnie ciemność. Dopiero gdy guma zaczęła ciągnąć mnie do góry zobaczyłem ludzi, budynki i trawę wirującą w szaleńczym tańcu. Poczułem wtedy, że jestem zjednoczony z powietrzem. Zrozumiałem, że ludzie na bungee krzyczą z powodu tej fizycznej radości, gdy nie czują swojego ciężaru.

Bogdan Kopka “Gul” ma już za sobą 1499 skoków na bungee.- Odkąd pamiętam, zawsze pociągało mnie ryzyko – mówi. – Gdy byłem mały, skakałem z wysokiego mostu do płytkiej rzeki.

Bogdan zajął się wspinaczką, nurkowaniem, skokami ze spadochronem, latał samolotami i na paralotni. Aż w latach 80. skoczył na bungee.
Po jakichś 700 skokach różnymi technikami: z bloków, z zapory wodnej w Solinie… Bogdan Kopka wymyślił nowy sposób.

- Przy znajomości właściwości gumy i siły skoku można określić, na jaką długość guma się rozciągnie – mówi Bogdan. – Postanowiłem zrobić odcisk swoich ust w talku rozsypanym na kartce formatu A 4. Kartka leżąca na ziemii, z 50-metrowej wysokości, wyygląda jak łebek od szpilki. Można spudłować. Pod uwagę należy brać temperaturę powietrza, która ma wpływ na rozciągliwość gumy.
Jeden z takich skoków Bogdana Kopki zobaczył dyrektor Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie.-Gdy dotykałem twarzą talku, dyrektor osunął się na ławkę-opowiada skoczek.

- Pomyślałem, że “Piknik z adrenaliną” będzie najlepszą formą rozpoczęcia naszej działalności – mówi Janusz Dmochowski, szef Parku Rozrywki.
Impreza odbywała się w ostatnią niedzielę. Dźwig o nośności 75 ton miał podwieszoną na haku platformę z barierkami . Amatorom skoków nakładano na nogi specjalne uchwyty, do których przyczepiano gumy. Ludziom ważącym mniej niż 80 kilogramów uplecioną z 900 gumek; ludziom cięższym- uplecioną z 1200. Platforma wiozła odważnych na wysokość 42 metrów czyli 18 piętra.

Skoczek rozkładał ręce i bezwładnie spadał w dół. Potem guma rozprężała się i naprężała, a wiszący na niej szybko pokonywał 20 metrów w górę i w dół. Na ziemii ekipa łapała śmiałka. Bogdan Kopka sprawdzał komu najmocniej trzęsą się ręce.

Pierwsza skoczyła Bożena Wrzeszcz, dyrektor biura wdrażania programu aktywizacji obszarów wiejskich Urzędu Marszałkowskiego. Krzyczała głośno.
- Gdy stałam nad przepaścią, okropnie się bałam – powiedziała nam. - Postanowiłam udowodnić, że kobiety też dużo potrafią. Teraz uważam, że jest to najprzyjemniejsza rzecz na świecie.
Kolejna była 18-letnia Katarzyna Sawicka z Olsztyna. Dziewczyna z długim, rudym warkoczem.
- Nie wiem, czy się zdecyduję – mówiła przed skokiem.
Na górze powtarzała: – Ja nie skoczę, ja nie skoczę. – W końcu instruktor ją namówił.
Marzena Walukiewicz i Karina Siedlec skoczyły jednocześnie, przymocowane do jednej liny. Krzyczały na zmianę.
- Z tej perspektywy panorama miasta jest bardzo piękna – mówiły.

Przyszła kolej na mnie. Spokojnie, znosiłem wszystko aż do momentu gdy wszedłem na platformę. Jadąc w górę widziałem, jak szybko oddala się ziemia. Z 42 metrowej wysokości spojrzałem na Olsztyn.
-Proszę rozłożyć ręce- powiedział instruktor. Runąłem w otchłań. Otuliła mnie ciemność. Dopiero gdy guma zaczęła ciągnąć mnie do góry zobaczyłem ludzi , budynki i trawę wirującą w szaleńczym tańcu. Poczułem wtedy, że jestem zjednoczony z powietrzem. Zrozumiałem, że ludzie na bungee wrzeszczą z powodu tej fizycznej radości , gdy nie czują swojego ciężaru.
Potem pokaz robili fachowcy. Skakali w pontonie i na rowerze. Skoczek pedałował.
- To jeden z bardziej niebezpiecznych skoków – mówi Bogdan Kopka, szef Centrum Sportów Ekstremalnych. – Rower ma ostre krawędzie, i gdyby zaplątał się w gumę, mogłaby nie wytrzymać.

- Kiedyś bałam się wyjść na balkon na III piętrze – mówi Anna Kurzeta “Ciotka”, która skakała w pontonie. – Postanowiłam to zwalczyć. Skakałam już w Stańczykach z 50 metrowych mostów kolejowych nieopodal Olecka.
- Teraz mogę biegać z kolegami po dachach wieżowców.
Wszystkie osoby, które po raz pierwszy skoczyły na bungee mówią, że wyczyn ten zmienił ich życie.
- Nie wiem, czy teraz będę się bać czegokolwiek – mówiła 25-letnia Katarzyna Bogusławska. – Czuję, że mogę zrobić wszystko.

Aby stać się godnymi miana mężczyzny, młodzi tubylcy na wyspie Vanuatu w archipelagu Nowe Hybrydy budują drewniane wieże. Każdy przygotowuje sobie lianę. Następnie przywiązuje ją na szczycie wieży i skacze. Im bliżej ziemi doleci skoczek, tym jest otaczany większym poważaniem. Liana nie rozciąga się jak guma, więc szarpnięcie amortyzowane jest przez łamiącą się na górze podpórkę z poprzecznie ułożonego kija.

Mieszkańcy Australii zamienili lianę na gumę. Tak powstało bungi, które przez USA trafiło do Europy.

W Polsce, pierwszym, który skoczył z mostu nad odnogą jeziora Żywieckiego w Olczkowie, koło Żywca był Mieczysław Leczewski.

Mieczysław Leczewski i Bogdan Kopka chcieli poprawić złą reputację mostu. Jako pierwsi na świecie wykonali też skok pod ziemią w kopalni soli w Wieliczce w Komorze Stasica (36 metrów).

prof. Halina Romanowska-Łakomy, antropolog filozoficzny i psychoterapeuta z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego:

- Trudno jednoznacznie określić osoby, które mają pociąg do ryzyka. U jednych może to być chęć kompensowania porażek w innych dziedzinach życia. Stać za tym może chęć zwrócenia na siebie uwagi. Jednakże znaczna część takich osób ma potrzebę wypróbowywania własnej odwagi, bo wyzwania, jakie stawia im życie nie zaspokaja u nich tej potrzeby w dostatecznym stopniu. Jest to cecha właściwa mężczyznom.

Zygmunt Freud twierdził, że ludzie poza instynktem Erosa, czyli instynktem życia posiadają też instynkt Tanatosa, instynkt śmierci. Ekstremalne przeżycia częstokroć są formą przejawiania się tego instynktu. Jest to również potrzeba przeżycia istnienia w oddzieleniu od swojej biologicznej jaźni.

Osobowości lubiące ryzyko charakteryzują się zdolnością do podejmowania szybkich decyzji, mają silnie rozbudowaną odwagę. Podejmowanie jednak ryzyka tego typu przez osoby nie mających ku temu predyspozycji może u ich spowodować konflikt wewnętrzny. Autentyczne “ja” odczuwa obawę, a “ja” które taka osoba sobie założyła chce ryzyka.

Autor artykułu: Zbigniew Gorący

GIŻYCKO. Biegi rodzinne

May 4th, 2001

Pogoda dopisała uczestnikom IV Biegu Rodzinnego, który odbył się 2 maja na trasie wokół murów Twierdzy Boyen. W imprezie wzięło udział około tysiąca osób.

Przede wszystkim była to młodzież giżyckich szkół, starsi mieszkańcy pozostali w domach.
Tym bardziej więc na wyróżnienie zasługuje najstarszy uczestnik imprezy – 93-letni Ludwik Kurek, któremu towarzyszyła 76-letnia żona Olimpia. Najmłodszym zaś zawodnikiem był urodzony cztery miesiące temu Maciej Wołonsewicz. Trasę pokonał w wózku.

W tym roku spośród biegaczy wyłoniono piątkę “chartów”, czyli osoby, które chciały rywalizować sportowo. W tej konkurencji, na dystansie 5 km, wygrał uczeń II LO w Giżycku Marcin Grygojć.

Autor artykułu: Sławomir Kędzierski

Giżycko. Sprawdzian policyjnych ratowników

May 4th, 2001

Testami rozpoczęły się wczoraj zmagania 11 trzyosobowych drużyn walczących o prymat w zawodach Wodny Patrol – Olsztyn 2001. Startujące ekipy reprezentują jednostki policyjne regionu warmińsko-mazurskiego. W programie zaplanowano głównie sprawdziany praktyczne.

- Według nieoficjalnych wyników po testach prowadzi drużyna Iławy – mówi Piotr Chmielewski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie. – Pierwsze konkurencje pływackie rozgrywane na basenie Medyk to 100 metrów stylem dowolnym oraz 50 metrów w umundurowaniu polowym z pokonaniem podwodnych przeszkód. Wszyscy policjanci, choć w moro, pływali jednak bez butów.
- Przed skoczeniem do wody odruchowo zdejmuje się buty – twierdzi jeden z zawodników. – Na resztę zazwyczaj nie ma już czasu.

- Walka jest wyrównana – podkreśla Piotr Chmielewski – choć widoczne są różnice w kondycyjnym przygotowaniu. Wielu funkcjonariuszy po przepłynięciu 100 metrów było bardzo zmęczonych. Jednak w akcjach ratowniczych takie odległości nie występują. Podpływa się możliwie blisko osób poszkodowanych.

Dziś policjanci w godzinach przedpołudniowych będą demonstrowali na basenie prowadzenie akcji ratowniczych, a później, na strzelnicy garnizonowej, pokażą umiejętności strzeleckie. Działania bezpośrednio na jeziorze będzie można zobaczyć jutro z plaży miejskiej nad jeziorem Niegocin.

Autor artykułu:
Sławomir Kędzierski

Giżycko- Łódź. Najpiękniejsze strofy

May 4th, 2001

Pod hasłem “Strofy dla Ojczyzny” odbył się w Łodzi IX Harcerski Ogólnopolski Konkurs Recytatorski. Po raz drugi zakwalifikowała się do niego Magdalena Foryś, uczennica klasy VI Szkoły Podstawowej w Sobiechach (gmina Budry).

Przed rokiem zdobyła tam pierwszą nagrodę w swojej grupie wiekowej. Jej szkolna koleżanka, trzecioklasistka Elżbieta Herbaczewska w finałach wystąpiła po raz pierwszy.

Interpretacje Magdy wiersza Jerzego Pietkiewicza pod tytułem “Jak święty Piotr gazda z polskim lotnikiem rozmawiał” i fragmentu prozy Stanisławy Fleszarowej wzbudziły zachwyt jury. Popis podopiecznej Zofii Józefowicz sprawił, że po raz pierwszy w historii konkursu zdecydowano o przyznaniu Grand Prix.

Ela Herbaczewska, przygotowywana do występu przez Danutę Diduch, zajęła pierwsze miejsce w swojej grupie wiekowej.

Autor artykułu: Andrzej Banaś