Nawiązując do artykułu pana Piotra Sucharzewskiego w Dzienniku Elbląskim i Gazecie Olsztyńskiej z dnia 28-29 kwietnia br. pt. ,Zawieszeni na rowerze” w sprawie odwołania Wyścigu Dookoła Warmii i Mazur pragnę wyrazić swój pogląd na działalność Warmińsko-Mazurskiego Okręgowego Związku Kolarskiego, a w szczególności pana Prezesa Jerzego Czepułkowskiego.
Idea reaktywowania tego wyścigu po 32 latach jest jedną z najwspanialszych i najbardziej potrzebnych społeczeństwu Warmii i Mazur w zakresie popularyzacji tego sportu. Dowiódł tego pierwszy etap ubiegłorocznego, jak również wcześniejszego wyścigu Tour de Pologne, którego trasa przebiegała drogami Warmii i Wysoczyzny Elbląskiej.
Liczne rzesze sympatyków tego sportu zgromadzonych na starcie w Braniewie, na ulicach Fromborka, Ornety, Pieniężna, że nie wspomnę o kilkutysięcznej rzeszy sympatyków kolarstwa na ulicach Elbląga dowodzą o ogromnym zainteresowaniu takimi imprezami przez społeczeństwo Warmii i Mazur.
W obliczu totalnej biedy, braku perspektyw na jakąkolwiek rozrywkę sportową wyścig ten ma kolosalne znaczenie dla popularyzacji kolarstwa. Bo właśnie rower może stanowić alternatywę dla młodego człowieka – co zrobić z wolnym czasem, którego ma tak dużo. To jazda na rowerze jako najtańsza forma rozrywki i rekreacji mogą odciągnąć młodego człowieka od, delikatnie mówiąc, złych form spędzenia wolnego czasu. Wiem coś o tym, bo w tym duchu wychowałem dwóch synów.
Zasłaniając się brakiem pieniędzy na organizację tego wyścigu pan Prezes jednym pociągnięciem pióra skreśla tę tak ważną dla społeczeństwa Warmii i Mazur imprezę. Tak jest najłatwiej.
Pieniędzy, Panie Prezesie, brakuje na wszystko, dosłownie na wszystko. To jest prawda. To jest wynik 10-letnich rządów nowej generacji zuchów. Nawet w najmroczniejszych czasach komuny takie i inne imprezy się odbywały, ku uciesze społeczeństwa. Brak było chleba, były igrzyska. teraz nie ma chleba, nie ma igrzysk.
Są jednak ludzie, którym leży na sercu dobro młodzieży i sportu. Takim niewątpliwie jest pan Eugeniusz Szulc, któremu trzeba pomóc, a nie opowiadać androny o trudnościach. Wiadomo, że w pojedynkę i koń nie chce ciągnąć, trzeba kogoś do pary. Temu wybitnemu działaczowi trzeba pomóc, Panie Prezesie, a o trudnościach meldować po wykonaniu zadania – jak w wojsku.
Narada odbyta 4.03.2001 w Urzędzie Marszałkowskim z udziałem Pana i przedstawicieli administracji terenowej, policji, straży pożarnej i innych dowiodła, że jest zapotrzebowanie na tę imprezę, że są ludzie chcący czynnie włączyć się do jej organizacji. Mówili wprawdzie o trudnościach, bo gdzie ich nie ma, ale nie mówili, że wyścig trzeba odwołać. Przykładem niech będzie stanowisko burmistrzów Braniewa, Węgorzewa, Iławy, a także przedstawicieli Urzędu Miejskiego w Olsztynie i Elblągu.
Właśnie oni mimo ogromnych trudności organizacyjnych i finansowych deklarowali chęć organizacji kolejnych etapów. Przedstawiciel Urzędu Miejskiego w Elblągu, z-ca naczelnika Wydziału Kultury i Sportu pan Andzej Budzelewski, wręcz oświadczył: ,Dajcie nam organizację jednego etapu, a resztę zostawcie nam. Wiemy coś o organizacji tego typu imprez. Większe trudności były z organizacją Tour de Polonge, a było dobrze, a nawet bardzo dobrze”.
Apeluję do pana Prezesa Jerzego Czepułkowskiego: niech na sprawy sportu Warmii i Mazur, a w szczególności kolarstwa, spojrzy okiem miejscowego działacza sportowego, a nie poselskiego. Fotel poselski niech Pan wykorzysta do ciągłej walki z licznymi oszołomami tam zasiadającymi, którzy nie mają nic wspólnego z dobrem społecznym, lecz z prywatą. Niech Pan upomina się o środki pieniężne należące naszemu regionowi i nie tylko te na sport. (…)
Panie Eugeniuszu Szulc, proszę Pana, niech Pan nie poprzestaje na wysiłkach w organizacji tego wyścigu. Wierzę, że znajdą się ludzie, którzy Panu w tym pomogą. My elblążanie na pewno tak.
(tytuł i skróty od redakcji)
Z głębokim szacunkiem – Eugeniusz Wadecki, Elbląg
Autor artykułu: Eugeniusz Wadecki