Archive for May, 2001

Węgorzewo. Rada Powiatu zgodziła się na secesję

Wednesday, May 9th, 2001

Węgorzewscy samorządowcy nie ustają w dążeniach do utworzenia własnego powiatu. Mimo licznych wątpliwości, ich zabiegi w końcu zaakceptowała Rada Powiatu.
Władze Węgorzewa, aby móc rozmawiać z rządem na temat utworzenia własnego powiatu, musieli uzyskać opinie każdego z samorządów w powiecie giżyckim. Dotychczas jedynie Rada Powiatu wstrzymywała się z jej wydaniem.

- Wydaliśmy tę opinię, bo uznaliśmy, że nie potrzebujemy sojusznika na siłę – wyjaśnia przyjęcie uchwały jeden z giżyckich radnych. – Chcieliśmy uniknąć posądzenia o niechęć do Węgorzewa.
- Nie można lekceważyć społecznych oczekiwań – uzasadnia kampanię na rzecz utworzenia powiatu senator Wiesław Pietrzak. – Mamy kresowe położenie i chcemy to wykorzystać promocyjnie, a z własnym starostwem będzie o to łatwiej.

Optymizmu węgorzewskiego senatora nie podzielają inni samorządowcy.
- Szansę mają tylko duże, silne ekonomicznie powiaty – mówi przewodniczący Rady Powiatu Stefan Musiałek. – Węgorzewo z trzema ubogimi gminami (Budry, Pozezdrze i Banie Mazurskie – przy. red.) stanie się samorządową efemerydą.
Władze Węgorzewa przygotowały wniosek do rządu w sprawie zmiany granic. Jak się jednak dowiedzieliśmy w kancelarii Rady Ministrów, dotychczas on nie dotarł.

Autor artykułu: Andrzej Banaś

Iława. Przedsiębiorczość lekarstwem na upadłość

Wednesday, May 9th, 2001

Spółdzielnia Ekotan w Zalewie (powiat iławski) przygotowuje się do wznowienia produkcji. Firma chce na początek szyć ubrania robocze. Sąd umorzył postępowanie upadłościowe Ekotanu. W marcu zapadło orzeczenie, syndyk masy upadłościowej przekazał majątek firmy zarządowi spółdzielni.

- Teraz myślimy o przyszłości – mówi Iwona Kozłowska, prezes spółdzielni Ekotan w Zalewie. – Na przełomie 1993 i 94 roku pracowało w firmie ponad 300 osób. Jeszcze za czasów urzędowania syndyka pracę miało 85 ludzi. Teraz hale świecą pustkami.
Ekotan składa się z dwóch części: garbarni i szwalni. Najszybciej można uruchomić produkcję w drugiej części zakładu.
Roman Brzozowski, prezes Regionalnej Izby Przemysłowo-Handlowej, zaczął poszukiwania partnera handlowego dla Ekotanu. Udało mu się dotrzeć do szwedzkiej firmy zainteresowanej zleceniem szycia odzieży roboczej.

- Szwedzi chcieliby zlecić szycie 60 tysięcy par spodni roboczych – mówi Roman Brzozowski. – Na razie jednak tak duża produkcja przerasta możliwości Ekotanu.
Prezes traktuje swe zaangażowanie w Ekotan jako swoisty sprawdzian. Twierdzi, że jeśli się on powiedzie, wówczas Izba zacznie poszukiwać partnerów dla innych firm z regionu.
- Myślę, że jeszcze w maju podpiszemy umowy, a na przełomie lipca i sierpnia wznowimy produkcję – dodaje prezes Ekotanu.

Autor artykułu: Dariusz Kwiatkowski

WĘGORZEWO. Wysoki poziom pecha

Wednesday, May 9th, 2001

O dużym szczęściu mogą mówić piłkarze Mazura Pisz. W meczu w Węgorzewie podopieczni Jana Pupka zaledwie zremisowali z Vęgorią, ale wynik 1:1 powinni uznać za dar losu. Początek spotkania nie zapowiadał kłopotów Mazura. Goście już w 6 minucie objęli prowadzenie po strzale Zaczkowskiego.

Jednak, nie licząc kilku nieprzygotowanych ataków i dość przypadkowych strzałów, przyjezdni nie potrafili poważnie zagrozić bramce gospodarzy. Dość senne widowisko zmieniło obrót w 31 minucie. Galiniewski ,na raty” zdobył wyrównującą bramkę, co było sygnałem do ataków gospodarzy. Od tego momentu zawodnicy Mariusza Niedziółki raz po raz niepokoili piskigo bramkarza. Jednak żadna z licznych sytuacji podbramkowych nie przyniosła zwycięskiej bramki. Idealnych pozycji nie wykorzystali m.in. Galiniewski, Mikiciuk, Grunwald i Woźniak. Piszanie po remisie zmarnowali szansę zbliżenia się do liderujących Orląt Reszel.

Autor artykułu: as

Region. Bezpieczeństwo turytów na Warmii i Mazurach

Tuesday, May 8th, 2001

Pożądanymi gośćmi na Warmii i Mazurach są zagraniczni turyści. Niestety, za nimi podążają przestępcy. Problem zrobił się poważny, bo odstraszają cudzoziemców, których z roku na rok przyjeżdża coraz mniej. Tego lata, ma być bezpieczniej. Swoje siły jednoczą policja i samorządy.

Efekty złodziejskiej aktywności zaczynają odczuwać właściciele pensjonatów, hoteli, gospodarstw agroturystycznych, którzy goszczą u siebie głównie Niemców, cudzoziemców naliczniej odwiedzających nasz region.

Jest o co walczyć. W ubiegłym roku na Warmii i Mazurach przebywało 2 mln 282 tys. turystów, z tego 850 tys. cudzoziemców. Dla regionu oznacza to konkretne pieniądze.

- Turyści najbardziej obwiają się kradzieży aut – twierdzi Zbigniew Bauman, który z żoną Elżbietą prowadzi gospodarstwo agroturystyczne w Klebarku Wielkim. – Przestali przyjeżdżać swoimi samochodami, decydując się na wycieczki autokarowe.

- Coraz mniej niemieckich gości do nas przyjeżdża – martwi się Maria Dudko, właścicielka pensjonatu w Ługwałdzie. – Niestety, co trzeci mój gość miał jakieś problemy. Jedną z turystek okradziono podczas zwiedzania Olsztyna. Dwoje starszych ludzi, którzy przyjechali pociągiem, myśląc, że tak będzie bezpieczniej, okradziono w drodze powrotnej. Innym włamano się do samochodu.

- Większość moich gości decyduje zostawić swoje dobre auta w Niemczech, a przyjeżdżać gorszymi, które nie powinny kusić złodziei – opowiada Jadwiga Pieczkowska ze Spręcowa. – Ale i te gorsze są kradzione. Ostatnim moim gościom ukradziono samochód dzień przed wyjazdem.

- Jeśli ktoś przyjeżdża na urlop, to chce przeżyć coś miłego i odpocząć. A jak ukradną mu auto, nawet ubezpieczone, to dobry nastrój pryska i nie pomoże tłumaczenie, że w całej Europie giną samochody – zapewnia Krzysztof Rybiński z Mokin. – Złodzieje potrafią pilotować upatrzone auto od samej granicy. Radzą sobie i z zamykanymi bramami, i garażami. Naszym gościom skradziono auto, które postawili na parkingu pod ratuszem w Barczewie. Inną z turystek napadnięto w Olsztynie, przewrócono i wyrwano torebkę.

W ubiegłym roku obcokrajowcom skradziono 260 samochodów. Gdy spojrzeć na mapę najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejscowości i porównać ją z danymi policyjnymi o przestępczej działalności, można zaobserwować dużą zbieżność.

Dlatego wiele miast naszego regionu stara się zwiększyć bezpieczeństwo, Nie tylko zresztą turystów, ale i mieszkańców. W Mrągowie odbędzie się niebawem specjalna sesja Rady Miejskiej, poświęcona sprawom bezpieczeństwa podczas zbliżającego się lata, w której wezmą udział przedstawiciele wszystkie służb.

- W Giżycku zainstalowano 8 kamer śledzących, co się dzieje na ulicach. Zostaną wydrukowane mapki miejsc, których powinno się unikać – zapowiada Lech Mrozinkiewicz, sekretarz UM w Giżycku i radny powiatowy. – Mamy już zapewnienie, że na cały sezon zostaną przysłane dodatkowe patrole policyjne. Miasto pokryje koszty ich pobytu.

Szczytno, tak jak w poprzednich latach, skorzysta z pomocy studentów Wyższej Szkoły Policji.

- Wzmożone działania sił policyjnych podczas imprez, które latem organizujemy, przynoszą efekty. Spokojniej i bezpieczniej jest wtedy w całym mieście – zapewnia Elżbieta Burlińska, sekretarz miasta.

Samorząd Pisza, jak nam powiedziano w biurze promocji miasta, zdaje się wyłącznie na policję.
Policja liczy na to, że tegoroczne lato będzie bezpieczniejsze od poprzedniego.

- Liczba przypadków kradzieży samochodów z zagranicy maleje – mówi Andrzej Bohdanowicz, rzecznik prasowy olsztyńskiej policji. Stało się tak dzięki wzmożonym działaniom przeciwko złodziejom samochodów, prowadzonym przez policjantów ze specjalnej grupy. Systematycznie rozpracujemy grupy złodziei i zatrzymujemy przestępców.

Autor artykułu: Tamara Jesionowska, csz, kb

Edward Cecot: Baraże nie będą potrzebne

Tuesday, May 8th, 2001

Pomocnik Stomilu Olsztyn Edward Cecot jest w coraz lepszej formie i ma nadzieję, że w Lubinie strzeli bramkę Zagłębiu – swojej byłej drużynie.

- Jak się panu żyje w Olsztynie?

- Nie narzekam, wręcz przeciwnie, jestem bardzo zadowolony.

- Pod jakim względem?

- Generalnie z życia, ale jeśli chodzi o stronę sportową, to powodów do zadowolenia było trochę mniej. Jesienią miałem kłopoty ze zdrowiem, i przez kilka miesięcy byłem poważnie chory, miałem powikłania po zapaleniu oskrzeli. Na szczęście wszystko jest już w porządku, a forma rośnie.

- Ale wciąż nie może pan sobie znaleźć stałego miejsca na boisku.

- Zgadza się, chociaż ostatnio i pod tym względem coś się zaczyna zmieniać. Wcześniej w Zagłębiu grałem jako kryjący obrońca, w Śląsku byłem wystawiany na boku pomocy. Dlatego ostatnio trochę się zdziwiłem, gdy trener Kieżun zaczął mnie ustawiać na pozycji defensywnego pomocnika. Chyba dałem sobie radę, ale mimo wszystko czuję, że może być jeszcze lepiej.

- Zagrał pan bardzo dobry mecz z Legią. Ilu kibiców, tyle teorii na temat waszego zwycięstwa. Jakie jest pańskie wytłumaczenie tej sensacyjnej wygranej?

- Trochę to dziwnie brzmi, gdy ktoś pyta, dlaczego wygraliśmy. Gra się przecież po to, żeby wygrać. Tuż po meczu powiedziałem, że zwyciężyliśmy wolą walki i determinacją. Nie mieliśmy wyjścia, musieliśmy wygrać, bo porażka mogła nas zbyt drogo kosztować.

- To może i Real Madryt też byście ograli?

- Wolą walki wszystkiego nie da się osiągnąć. Rozumiem, że z tym Realem to był żart. Poważnie mówiąc: z Legią porządnie zagraliśmy w piłkę, nie było w naszym zespole ani jednego słabego ogniwa.

- Już w środę Stomil gra w Lubinie…

- A ja wracam, jak to się mówi, na stare śmieci. Bardzo chcę tam dobrze wypaść, chcę pokazać działaczom Zagłębia, że za szybko się mnie pozbyli. Tak właśnie myślę, choć prawda jest bardziej banalna; zapowiada się twarda walka o ligowe punkty.

- Myśli pan, że trener wstawi pana do składu?

- Myślę, że w meczu z Legią wykorzystałem swoją szansę. Ja w Lubinie nie tyle chcę, co muszę zagrać. Dawno już nie strzeliłem w lidze bramki. Mam na koncie osiem goli, dobrze byłoby ruszyć z tej pechowej ósemki. Nadarza się okazja, bo zdecydowaną większość bramek strzeliłem właśnie w Lubinie.

- Jakie Stomil ma szanse na utrzymanie się w lidze?

- Wczoraj przy śniadaniu dokładnie przeanalizowałem terminarz rozgrywek. I jestem przekonany, że utrzymamy się bez konieczności rozgrywania barażów.

Edward Cecot:

Urodzony: 1.07.1974 w Szczecinie; wzrost/waga: 187/82; przebieg kariery: Polger Police (późniejszy Chemik), Stilon Gorzów, Warta Poznań, Polger, Zagłębie Lubin, Śląsk Wrocław, Stomil; 107 meczów w ekstraklasie.

Autor artykułu:
Zbigniew Szymula

Orneta. Spływ z przygodami

Tuesday, May 8th, 2001

Dwaj kajakarze z Ornety zaginęli w niedzielę podczas spływu po Pasłęce. Poszukiwała ich policja, straż leśna i pożarna. Mężczyźni odnaleźli się wczoraj przed południem.

W niedzielę około godziny 16.30 kajakarze spuścili kajak na Pasłękę w pobliżu mostu w Wojciechowie. Mieli przepłynąć dwanaście kilometrów rzeką w kierunku Braniewa.

- To miał być dwugodzinny spacerek. Spływ mieliśmy zakończyć koło Olkowa, skąd miała zabrać nas rodzina – mówi 23-letni Tomasz Gucajtis, zaginiony kajakarz.

- Przez pierwsze dwa kilometry było spokojnie, potem rzekę zaczęły tarasować powalone przez bory drzewa – dodaje Tomasz – Musieliśmy przeciskać się przez przeszkody. Zaczęło robić się ciemno. Nie sposób było wyjść na brzeg, bo wszędzie były bagna.

Przeszła burza. W gęstej mgle w okolicach dopływu Drwęcy stracili orientację. Znaleźli schronienie na wysepce wśród bagien. Udało im się rozpalić ognisko.

- Mieliśmy telefon komórkowy, ale nigdzie nie mogliśmy się dodzwonić. Około północy udało nam się dodzwonić pod numer alarmowy 112. Poprosiliśmy o powiadomienie rodziny - dodaje 19-letni Krzysztof Olender, drugi z kajakrzy.

- Telefon ratunkowy odebrał dyżurny komendy w Lidzbarku Warm. Powiadomił nas – wyjaśnia Jarosław Hofman, zastępca komendanta Komisariatu Policji w Ornecie. – Zaczęliśmy ich szukać.

Nad ranem do akcji włączyli się strażacy z Lidzbarka i strażnicy leśni.

Zaginionych poszukiwały też ich rodziny. – Dopiero po telefonie od policji, że oni są cali odetchnęliśmy z ulgą – stwierdza Karol, brat Krzyśka.

O świcie zmęczeni, przemarznięci kajakarze wrócili na rzekę. Przepłynęli około dwóch kilometrów i wyszli na brzeg. Tu czekali na nich ratownicy.

– Nie było się czego bać – twierdzi Krzysiek, którego był to pierwszy spływ po Pasłęce, Tomasz pływa już od wielu lat – Wiedzieliśmy, że damy sobie radę.

Autor artykułu:
Andrzej Mielnicki

Dąbrowa. Niebezpieczne znalezisko

Tuesday, May 8th, 2001

Odłamki elektrycznego zapalnika poraniły 16-letniego Pawła O., z Dąbrowy w gminie Dźwierzuty. Chłopiec bawił się urządzeniem znalezionym na polnej drodze. Doszło do wybuchu…

W niedzielne popołudnie Paweł z młodszym bratem Piotrem wracał od babci, mieszkającej w tej samej miejscowości. Po drodze chłopcy znaleźli niewielkie, aluminiowe urządzenie. Zaciekawieni, zabrali je do domu. Po rodzinnym obiedzie, bracia, nic nie mówiąc opiekunom, postanowili przyjrzeć się bliżej znalezisku.

- Gdybym wiedział, że syn przyniósł coś takiego do domu, nigdy nie pozwoliłbym mu się tym bawić – mówi ojciec chłopców, Bogdan O.

Chłopcy próbowali rozebrać zapalnik w swoim pokoju. Piotr na chwilę wyszedł do rodziców. W tym momencie bowiem nastąpił wybuch.

- Siedziałem na łóżku i bawiłem się zapalnikiem. Przyczepione były do niego dwa kabelki. Podłączyłem je do baterii zegarka i w tym momencie wybuchło – opowiada o zdarzeniu Paweł.
Poraniony, krwawiący chłopiec zdołał wyjść z pokoju. Przerażeni rodzice wezwali pogotowie ratunkowe.

Nastolatek znalazł się w szpitalu. Wybuch pokaleczył mu ręce, twarz i tułów.

- Obrażenia nie są groźne – twierdzi Henryk Gaworek, lekarz opiekujący się Pawłem. – Chłopiec ma rany postrzałowe, uszkodzone tkanki w miejscach zranienia. Pod koniec tygodnia powinien już wrócić do domu.

Paweł jest uczniem Samorządowej Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Dźwierzutach. Uczy się stolarstwa. Nie jest miłośnikiem militariów. Zapalnik, jak twierdzi, znalazł przypadkowo.
Już wcześniej w okolicy domu Państwa O., znajdywano niewypały i broń pochodzącą z czasów wojny.

- Dwa, trzy lata temu dzieci bawiąc się znalazły pocisk od moździerza – opowiada Bogdan O. – Saperzy zabrali go dopiero po kilku dniach.

Jeszcze tego samego dnia na miejscu zdarzenia zjawiła się policja z pirotechnikiem. Nie znaleźli jednak części zapalnika – młodszy brat Pawła wyrzucił pozostałości urządzenia. Do ekspertyzy pobrano odłamki, które utkwiły w ścianie, szafce, zeszytach. Na ich podstawie i opisie uzyskanym od chłopców policja przypuszcza, że jest to zapalnik używany w wojsku do detonacji kostek dymnych trotylu. Są to jednak jak na razie tylko przypuszczenia. Policja nie chce na razie wypowiadać się na temat pochodzenia zapalnika.

Autor artykułu:
Rafał Paweł, Tomasz Mikita

Piłka nożna. Po meczu Stomil – Legia

Tuesday, May 8th, 2001

Stomil pod wodzą trenera Zbigniewa Kieżuna odradza się jak przysłowiowy feniks z popiołów. Zwycięstwo nad Legią było sensacją wielkiego kalibru.

Zbigniew Kieżun przejął piłkarzy Stomilu od Dariusza Janowskiego i Mieczysława Broniszewskiego po 21. kolejce ligowej, po porażce z Ruchem w Chorzowie 1:4.

Wtedy olsztynianie spadli na 14. miejsce w tabeli, a za kilka dni mieli zagrać mecz ,o życie” z ostatnim, mającym tylko cztery punkty mniej, Orlenem Płock. Sytuacja była krytyczna, Stomil jednak wygrał to bardzo trudne spotkanie. Potem przyszła porażka z Wisłą w Krakowie, ale w sobotę olsztynianie sprawili ogromną sensację, wygrywając na własnym boisku z Legią Warszawa.

- Przed meczami z Wisłą i Legią powiedziałem chłopakom, że w jednym z nich musimy zdobyć trzy punkty. Będzie zwycięstwo, to wkraczamy w inną krainę. W krainę słońca, a nie ciemności. Tak do nich mówiłem – opowiada Zbigniew Kieżun. – Już jadąc do Krakowia wierzyłem, że możemy ograć Wisłę. Ale tej mojej wiary jeszcze wtedy zabrakło chłopakom. Dlatego rozgoryczenie po porażce w Krakowie i sportową złość przelali na mecz z Legią. Pokazali charakter i klasę. Czym się ta klasa objawiała? Prosta sprawa: nie męczyliśmy w tym meczu ani siebie, ani kibiców. Zaczęliśmy najzwyczajniej w świecie dobrze grać w piłkę. W tym przypadku ważny był nie tylko wynik. Ogrywając Legię i porywając przy tym ośmiotysięczną widownię piekną grą, udowodniliśmy, że idziemy w dobrym kierunku – tłumaczy trener Stomilu.

Kibice zadają sobie pytanie, jak to się dzieje, że zespół jeszcze nie tak dawno bał się podjąć jakiekolwiek ryzyko, tracił mnóstwo kuriozalnych bramek, a teraz zmienił się diametralnie.

– Odbudowywujemy się z dnia na dzień i to pod każdym względem. Mówienie, że chodzi tylko o psychikę piłkarzy, to zbyt duże uproszczenie. Rośnie motywacja, kształtują się charaktery, drużyna znakomicie realizuje taktykę – wymienia kolejno trener Kieżun. – Chłopaki obalają mity, jakie jeszcze niedawno w Olsztynie budowano. A nasłuchali się tego sporo; że nie ma w Stomilu dobrych piłkarzy, że jest tu fatalna drużyna, że nic z tego nie będzie. A ja ich znam bardzo długo, znam ich charaktery, wiem, jakie mają umiejętności. Zdecydowanie stwierdzam, że w każdym z nich drzemią ogromne możliwości. I wierzę w nich wszystkich.

Zbigniew Kieżun niechętnie mówi o postawie konkretnych piłkarzy.

- Cała drużyna zasługuje na słowach pochwały. Na przykład Andrzej Krzyształowicz obala mit, według którego wiosną broni słabiej niż jesienią. Tomek Lenart uspokoił całą defensywę. Nie mam też żadnych pretensji do Artura Januszewskiego, bo w meczu z Wisłą przy stracie bramek sytuacja tak się na boisku ułożyła, że przy Olgierdzie Moskalewiczu powinien być ktoś inny. Serce rośnie, gdy się patrzy na to, jak rozwija się talent Łukasza Kościuczuka. Z kolei Paweł Holc i Rafał Szwed według mojej oceny mogą być wiodącymi postaciami nie tylko w Stomilu, ale i w całej lidze – uważa trener Stomilu.

Zbigniew Kieżun nie ma cienia wątpliwości co do tego, że Stomil utrzyma się w ekstraklasie. – Mój optymizm wypływa z postawy zespołu. Cały czas rośnie moc tej drużyny. W środę mamy szansę na kolejne punkty. Gramy w Lubinie z Zagłębiem, to doskonała okazja do tego, by obalić kolejny mit, według którego Stomil nie umie grać na wyjazdach. Ten mecz to kolejny z kluczów do utrzymania I ligi dla Warmii i Mazur. I zagramy tak, żeby nie wrócić do siebie z pustymi rękami – zapewnia trener.

Autor artykułu:
Zbigniew Szymula

Olsztyn. Pękają ściany przychodni przy ul. Dworcowej

Tuesday, May 8th, 2001

Przychodnia specjalistyczna przy ul. Dworcowej pęka. Na razie jeszcze nie wiadomo, czy zagraża to bezpieczeństwu pracowników i pacjentów.

Przychodnia Specjalistyczna przy ul. Dworcowej powstała 27 lat temu na skraju mokradeł, którymi był wtedy obecny park Kusocińskiego. W kilka lat po zakończeniu budowy z elewacji przychodni zaczęły odpadać płytki ceramiczne, którymi była wyłożona. W końcu trzeba je było odbić, żeby nie spadły komuś na głowę.

Kilka lat temu na ścianie od strony ul. Dworcowej w pobliżu okiem pojawiły się pęknięcia.

- Podczas ostatniego przeglądu budynku te pęknięcia wydały mi się większe niż przed rokiem – mówi Bożena Sarna, dyrektor przychodni. – Nie wiem, czy to zagraża bezpieczeństwu pracowników i pacjentów, ale wolę dmuchać na zimne. Dlatego zaprosiłam projektantów przebudowy przychodni.

Fachowcy orzekli, że rysy bezpośrednio bezpieczeństwu nie zagrażają, ale mury trzeba dokładnie zbadać. Jak się dowiedzieliśmy w Miejskim Inspektoracie Nadzoru Budowlanego, musi to zrobić na swój koszt zarządca lub właściciel budynku.

Na razie przychodnię otoczyły rusztowania. Budowlańcy sprawdzają, czy pozostałe na elewacji płytki i tynki trzymają się mocno. Potem założą szklane plomby, które wykażą, czy ściany nadal pękają.

Autor artykułu:
Lech Kryszałowicz

Ełk. Majówka bez narkotyków

Monday, May 7th, 2001

W sobotę uczniowie Zespołu Szkół Samorządowych uczyli się w jaki sposób odmawiać środków odurzających. To jeden z elementów programu ,Szkoła wolna od narkotyków”.

Propozycja Barbary Labudy z kancelarii Prezydenta RP, dotycząca wprowadzenia ogólnopolskiego programu ,Szkoła wolna od narkotyków”, do ełckich szkół trafiła na początku roku szkolnego. Sposób jego realizacji był dowolny.

- W ciągu roku zapraszaliśmy panią Joannę Ćwiek z Komendy Powiatowej Policji w Ełku na lekcje – mówi Dorota Karpińska, pedagog szkolny. – Szkolili się też nauczyciele i rodzice. Jednak forma zabawy, którą nazwaliśmy ,Majówką bez narkotyków” jest ciekawsza i bardziej przystępna dla uczniów.

Przed imprezą ogłoszono konkurs na plakat i pracę literacką na temat szkodliwości środków odurzających i używek. W sobotę uczniowie liceum ogólnokształcącego i wszystkich klas 4-6 szkoły podstawowej pokazały autorskie przedstawienia i scenki zatytułowane ,Naucz się mówić nie” i rysowały plakaty ,Młodzież wobec narkotyków”.

- Zaangażowaliśmy klasy 4-6, gdyż niedługo opuszczą szkołę i pójdą do gimnazjów – mówi Joanna Kupidłowska, zastępca dyrektora ZSS. – W tym wieku dzieci są najbardziej zagrożone, gdyż szukają swojej tożsamości i są podatne na wpływy.

- Najważniejsza rzecz, której trzeba nauczyć dzieci, to umiejętność mówienia ,nie” – mówi Joanna Ćwiek, edukator Ministerstwa Zdrowia i Komendy Głównej Policji ds. profilaktyki antynarkotykowej. – Bardzo często bywam w tej szkole, ale to dzieci i młodzież były do tej pory odbiorcami informacji. Tu zaangażowali się wszyscy – rodzice, nauczyciele i przede wszystkim młodzież. To pierwsza tak duża akcja w mieście. A problem narkotyków istnieje w każdej ełckiej szkole i stykają się z nimi coraz młodsze dzieci.

Autor artykułu: Magdalena Hirsztritt