- Jestem pesymistą, który bije głową w mur, żeby mimo wszystko… mieć powody do optymizmu – mówi wrozmowie z Gazetą Marek Borkowski, trener II-ligowych siatkarzy Kerkopolu WSPol. Szczytno.
- Gdyby ktoś powiedział panu przed rozpoczęciem sezonu, że zajmiecie trzecie miejsce w lidze…
- … to nie byłbym zaskoczony, bo typowałem, że tak to się skończy. Spodziewałem się, że wyprzedzą nas Politechnika Warszawa i Okocimski Brzesko.
- Mogło być jeszcze lepiej, bo od awansu do finału play off dzieliło Kerkopol tylko jedno zwycięstwo. Piąty mecz półfinału i całą rywalizację wygrał jednak Okocimski.
- Szkoda, że decydujące spotkanie rozgrywaliśmy na wyjeździe. No, ale przewagę własnego boiska można było sobie wypracować w zasadniczej części rozgrywek… Gdyby nie parę wpadek związanych z późnym rozpoczęciem przygotowań do sezonu, zajęlibyśmy drugie, a nie trzecie miejsce w tabeli i do play off przystąpilibyśmy z lepszej pozycji. Po cichu liczyłem, że tak się stanie, ale cóż, nie wyszło.
- Skąd się wzięły opóźnienia w przygotowaniach?
- Już tradycyjnie zaczynamy przygotowywać się do rozgrywek dopiero wtedy, kiedy… ruszy rok akademicki. W zespole grają głównie studenci Wyższej Szkoły Policji, którym nie możemy zapewnić wyżywienia przed rozpoczęciem zajęć na uczelni. Stąd też początek sezonu mamy zwykle słabszy niż jego koniec.
- Jest pan zadowolony z minionego sezonu?
- I tak, i nie. Z jednej strony z tym naszym, trzecim miejscem wyszło na moje (śmiech), a z drugiej chciałoby się czegoś więcej. Cieszę, że byliśmy jedną z tych drużyn, które rozdawały karty w lidze. A mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie odejście w trakcie rozgrywek Marcina Fudały oraz kontuzje Andrzeja Bilińskiego i naszego libero Macieja Spychaja.
- Czy Kerkopol byłoby stać na Serię B pierwszej ligi?
- Nie jesteśmy przygotowani do awansu. Wystarczy powiedzieć, że po ostatnim sezonie sekcja siatkówki jest zadłużona na kwotę 17 tysięcy złotych. Na szczęście, w Szczytnie panuje dobry klimat dla sportu, więc i atmosfera do rozmów ze sponsorami jest przychylna.
- Czego dotyczą długi? Kosztów wyjazdów, płac siatkarzy?
- Zawodnicy grają za darmo. Ba, nie mają nawet dresów, buty do gry kupili sobie sami, a my nie mamy możliwości zwrócić im za to pieniędzy. Jesteśmy stuprocentowymi amatorami, co nawet na skalę II ligi jest ewenementem. Co do zadłużenia, to powiem tyle, że przy komplecie widzów w Szczytnie wpływy z biletów i tak nie pokryją kosztów obsługi sędziowskiej meczu. Paradoksalnie, czasem taniej jest grać na wyjeździe niż u siebie.
- Jak to jest, że nieprzerwanie od siedmiu lat Szczytno ma II-ligową drużynę siatkarzy? Mimo że co roku zespół gra w innym składzie.
- Kosztuje to trochę zdrowia, ale na razie jakoś się udaje. Nie wiadomo tylko jak długo, bo problemów przybywa. W tym roku trzej moi zawodnicy zakończą naukę w szkole policji, a nie wiem, czy chociaż jednemu z nich uda się zapewnić pracę w Szczytnie. Z drugiej strony zależy mi na dwóch nowych chłopakach z zewnątrz, ale nie mamy u nas wolnych miejsc, gdzie mogliby złożyć dokumenty i zostać przyjęci na studia. Mamy w Polsce za dużo oficerów policji i są województwa, gdzie już całkiem zaniechano naboru do szkół oficerskich. Już niedługo możemy trafić na takę dziurę kadrową, że zamiast o awans będziemy walczyć o utrzymanie się. Żeby myśleć poważnie o lidze, trzeba mieć dziesięć razy więcej pieniędzy i podpisać z zawodnikami kontrakty. A Szczytna raczej na to nie stać…
- Z pana słów przebija pesymizm.
- No, nie jest znów aż tak źle. Powiem tak – jestem pesymistą, który bije głową w mur, żeby mieć powody do… optymizmu. Dopóki można załatwiam, co się da swoimi kanałami i jakoś to się kręci.
- Jest pan trenerem w jednym klubie prawie od… 20 lat! Nie ma pan ochoty wreszcie tego rzucić?
- A jakże, już od paru lat chodzi mi taka myśl po głowie, ale moi ewentualni następcy nie pchają się do klubu drzwiami i oknami. W trakcie sezonu spotykam się z tyloma codziennymi, życiowymi problemami moich chłopaków, że pod koniec rozgrywek mam już wszystkiego dosyć. Odżywam, kiedy kończy się sezon.
Autor artykułu: Piotr Sucharzewski