- Kilka dni temu wrócił pan z obozu kadry w Portugalii. Jak z formą?
- W Portugalii po raz pierwszy w tym roku wsiadłem do kajaku. Uważam, że niewiele straciłem z formy. Tak długi poolimpijski odpoczynek był mi jednak bardzo potrzebny. teraz czuję głód treningów i rywalizacji, z chęcią wchodzę w nowy sezon. Pierwsze poważne zawody to bądą konsultacje kadry w Wałczu, tydzień po świętach. W niedzielę wracamy do Wałcza, żona do rodziców, a ja na kolejne zgrupownanie.
- W piątek prezydent miasta Janusz Cichoń przekazał panu i pana żonie klucze do mieszkania z puli Olsztyńskiego Towarzystwa Budownictwa Społecznego. Cieszycie się?
– Oczywiście. Każdą pomoc miasta czy moich sponsorów zawsze doceniałem i doceniam. Serdecznie im dziękuję, że o mnie nie zapominają. W miarę posiadanych środków będziemy się starali nasze mieszkanie powoli urządzać. Jest ładne ma trzy pokoje i 63 metry kwadratowe powierzchni. Czasu na urządzanie będziemy mieli jednak bardzo mało. Do sierpnia, do mistrzostw świata, znów będę bardzo zajęty.
Przed olimpiadą proponowano mi przeniesienie się do innych klubów. Niewiele brakowało, a zmieniłbym miejsce zamieszkania. Miałem do wyboru Warszawę albo Poznań. Dzięki wyciągnięciu do mnie ręki, między innymi przez wladze Olsztyna, zostałem w swoim rodzinnym mieście.To ważne, że mamy własny kąt, mimo że musieliśmy wpłacić kilkunastotysięczną kaucję, co nie było taką łatwą sprawą. Pomogli nam rodzice i znajomi.
- Medalista olimpijski ma finansowe kłopoty?
- W tym roku jeszcze nie dostałem stypendium ze związku, a są to moje główne dochody. Cała nasza trzyosobowa rodzina utrzymuję się tylko ze sportu. Kajakarstwo nie przynosi większych profitów. Musiałbym chyba co roku przez dziesięć lat zdobywać złote medale mistrzostw świata i olimpiad, żeby kupić mieszkanie na własność i je jako tako urządzić.
Autor artykułu: Lech Janka