Mirosław Rzepa jesienią występował w amerykańskiej lidze zawodowej Major Soccer League. Wiosną chce pomóc Stomilowi w utrzymaniu w ekstraklasie i przy okazji ponownie zaistnieć w świadomości polskich kibiców.
- Dlaczego pańska przygoda z MLS trwała tak krótko?
- Największy wpływ miały na to dwie sprawy. Po pierwsze: Columbus nie zakwalifikował się do fazy play-off, a po drugie: w USA są coraz ostrzejsze przepisy dotyczące zatrudniania obcokrajowców. W klubie byłoby nas sześciu, podczas gdy grać mogłoby tylko trzech. Poza tym szefowie MLS wolą zatrudniać argentyńskich lub kolumbijskich napastników, niż polskiego obrońcę.
- Dlatego zdecydował się pan wrócić do Polski i skorzystać z oferty Stomilu?
- Propozycję gry w Olsztynie miałem już latem, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Jednak gdy trener Adam Topolski polecił mnie menedżerowi Johnowi Kowalskiemu, to nie mogłem zmarnować takiej szansy i chętnie skorzystałem z propozycji wyjazdu do USA. Przed wylotem spytałem jeszcze trenera Józefa Łobockiego, czy tą decyzją nie zamykam sobie drogi do Stomilu. Odpowiedział, że jeśli będę w formie, to możemy wrócić do tematu.
- Pozostańmy na chwilę przy lidze amerykańskiej. Czy poradziłby sobie w niej każdy piłkarz z polskiej ligi?
- Trudne pytanie. Jej poziom jest już całkiem niezły. W każdym zespole gra kilka gwiazd. Najbardziej znani piłkarze to Bułgar Christo Stoiczkow i Kolumbijczyk Carlos Valderrama. Mecze są zacięte, bo nad przebiegiem rozgrywek czuwają szefowie ligi. Gdy widzą, że któryś z zespołów odstaje od reszty stawki, wzmacniają go lepszym piłkarzem. Zawodnicy nie mają wpływu na to, gdzie będą grali, bo podpisują kontrakty z MLS, a nie z klubami.
- Co pan najbardziej zapamięta z gry w Ameryce?
- Gościnność i pomoc, jakiej zaznałem od Roberta Warzychy, znanego polskiego piłkarza i byłego reprezentanta Polski, który w Colubus gra już od pięciu lat. Bardzo mi pomógł. Poza tym podróże samolotami na mecze i niemal perfekcyjną organizację widowska. Amerykanie kierują się też mądrą zasadą: ,Przegrałeś mecz? Nie zamartwiaj się, w następnym będzie lepiej”.
- Kiedy rozegrał pan ostatni mecz w polskiej ekstraklasie?
- Było to dość dawno, wiosną 1997 roku. Amica Wronki, w której występowałem, grała wtedy ze Śląskiem Wrocław.
- Jakie były przyczny tak długiej przerwy?
- Wiosną 1997 roku doznałem poważnej kontuzji – zerwałem więzadła krzyżowe w kolanie. Dzięki temu, że grałem w takim klubie jak Amica, operacja odbyła się w Austrii. Po powrocie do zdrowia dostałem propozycję z Zawiszy Bydgoszcz, której szefowie poważanie myśleli o powrocie do ekstraklasy. Niestety, finanse nie pozwoliły na zrealizowanie tych zmiarów. Potem trafiłem do Varty Namysłów, a później do Odry Opole. I wówczas przekonałem się, że trudno jest się wyrwać z drugiej ligi.
- Trener Łobocki bardzo liczy na pańskie doświadczenie. W jego koncepcji ma pan być jednym z kluczowych piłkarzy Stomilu.
- Myślę, że jego nie zawiodę. Mam za sobą ponad dwieście meczów w pierwszej lidze i… silną motywację do gry. Chcę przypomnieć fachowcom, że taki piłkarz jak Mirosław Rzepa istnieje i ciągle potrafi dobrze grać w piłkę.
- Nie deprymuje pana trudna sytuacja finansowa Stomilu?
- W każdym klubie są dobre i złe momenty. W Stomilu aktualnie sytuacja jest trudna, co oznacza, że w przyszłości będzie lepiej. Wiem, że szefowie klubu robią wszystko, by uporać się z problemami. Naszym zadaniem jest utrzymanie pierwszej ligi w Olsztynie. Jestem głęboko przekonany o tym, że w czerwcu sytuacja będzie już o wiele lepsza.
- Każdy nowy piłkarz chwali atmosferę panującą w zespole i podkreśla, że został dobrze przyjęty przez kolegów. Pan zapewne też?
- Nie narzekam. Nie trafiłem do zupełnie nieznanego środowiska, kilku chłopaków, na przykład Andrzeja Biedrzyckiego czy Pawła Holca, znałem z meczów ligowych. Poza tym uważam, że dużo można pomóc sobie samemu – jeśli na boisku udowodnisz, że jesteś potrzebny drużynie, to ona cię zaakceptuje.
- Jakie wnioski po pierwszym meczu sparingowym z Legią?
- Było widać, że oni są na innym poziomie przygotowań. Lepiej grali piłką, dlatego wygrali. Ale teraz rezultat jest nieistotny, bo dobre wyniki mają przyjść w marcu. Ważny jest sposób gry, a uważam, że graliśmy całkiem przyzwoicie.
Mirosław Rzepa
Urodzony: 27.12.1968 w Bydgoszczy; wzrost/waga: 181/75; przebieg kariery: Zawisza Bydgoszcz, Sokół Pniewy, Amica Wronki, Zawisza, Varta Namsłów, Odra Opole, Columbus Crew, Stomil Olsztyn; pozycja na boisku: obrońca lub defensywny pomocnik.
Autor artykułu: Zbigniew Szymula