Archive for January, 2001

Tolkmicko. Zalewowi grozi katastrofa

Tuesday, January 30th, 2001

Katastrofa ekologiczna grozi wodom Zalewu Wiślanego. Na dziś komornik wyznaczył licytację urządzeń z tolkmickiej oczyszczalni ścieków.
W Tolkmicku działa oczyszczalnia mechaniczno-biologiczna.
- Jeżeli komornik faktycznie zdecyduje się na sprzedaż czterech sprężarek doprowadzających tlen i specjalnej prasy, to przestanie działać część biologiczna – tłumaczy Sławomir Różański, dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Olsztynie. – Oznacza to, że do Zalewu popłyną ścieki oczyszczone tylko w 30 procentach.

Dzięki tolkmickiej oczyszczalni od dwóch lat po ćwierć wieku można się znowu kąpać w Zalewie Wiślanym.
- Zamierzam zwrócić się do prokuratury o zbadanie, w jaki sposób doszło do zadłużenia oczyszczalni i licytacji majątku – zapowiada dyrektor Różański.
Właściciel oczyszczalni, spółka wodno-ściekowa ,Zalew Wiślany” istnieje tylko na papierze. W 1986 roku utworzyli ją przedstawiciele zakładów, które już nie istnieją. Urządzenia z oczyszczalni zostały zajęte przez komornika. Swoje 150 tysięcy złotych chce odzyskać – dzięki sprzedaży urządzeń – jedna z elbląskich firm.

- Gmina Tolkmicko jest tylko udziałowcem spółki, która nie ma już żadnych reprezentantów prawnych – tłumaczy Zbigniew Gzowski, burmistrz Tolkmicka. – Zamierzam powołać likwidatora tej spółki. Gdyby gmina mogła przejąć majątek spółki, to uregulowalibyśmy zobowiązania.
Komornik Rewiru V Sądu Rejonowego w Elblągu nie zamierza zawieszać egzekucji.

Autor artykułu: Ingrid Hintz

Zemsta za złe oceny?

Tuesday, January 30th, 2001

Nauczycielka podejrzana o seksualne kontakty z trzema uczniami z gimnazjum twierdzi, że jest niewinna.
Prokuratura zarzuca 23-letniej Agnieszce G., nauczycielce języka niemieckiego, że od września regularnie współżyła z trzema 14- i 15-letnimi uczniami.
- Do kontaktów seksualnych z panią od niemieckiego przyznało się trzech uczniów. Byli przesłuchiwani osobno w obecności psychologów – mówi Jerzy Waryszak, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Elblągu. – Jeden z biegłych już wydał opinię, że nie ma podstaw aby uznać, iż chłopiec kłamie.

Agnieszka G. zprzecza zarzutom. Jej zdaniem to zemsta za oceny niedostateczne wystawione na semestr.
- Dwóch z oskarżających nie zaliczyło mojego przedmiotu – twierdzi nauczycielka. – Uważam, że oni chcą zrobić z siebie ofiary, aby się nad nimi zlitowano i dano możliwość zaliczenia roku. Pracowałam w tym gimnazjum przez 4 miesiące. Miałam pod opieką 82 uczniów. Klasy były dzielone na grupy dziewcząt i chłopców. Na lekcjach z dziewczętami był porządek. Z chłopcami miałam problemy. Przewracali krzesła, ławki, krzyczeli. Nie pomagały moje prośby ani groźby. Nie pomagały też interwencje szkolnego pedagoga czy innych nauczycieli.

Prokuratura zapewnia, że wersja podejrzanej jest bardzo dokładnie sprawdzana. Przesłuchiwane są kolejne osoby.

Autor artykułu: Ingrid Hintz

Limity w centrum odwykowym

Monday, January 29th, 2001

Elbląskie centrum odwykowe może udzielić w tym roku tylko tysiąca porad, mimo iż znajdujemy się w czołówce miast borykających się z alkoholizmem.

Centrum odwykowo-terapeutyczne w Elblągu po długich staraniach podpisało kontrakt z Warmińsko-Mazurską Kasą Chorych.

Jeszcze na początku stycznia przyszłość centrum stała pod znakiem zapytania. Na drzwiach poradni pojawiła się tabliczka z napisem ,Zamknięte z powodu braku kontraktu z kasą chorych”. W połowie stycznia kontrakt udało się wreszcze podpisać. Jednak zdaniem jednego z dyrektorów centrum, porad lekarskich jest za mało.

- W ubiegłym roku udzieliliśmy 6 tysięcy porad, zgłosiło się do nas około tysiąca pacjentów – mówi dr Marek Krysztofik, jeden z szefów Centrum. – W tym roku będziemy musieli ograniczyć porady lekarskie m.in. psychiatryczne do najcięższych przypadków. Reszta pacjentów w razie potrzeby będzie musiała korzystać z porad specjalistów na podstawie skierowań wystawianych przez swoich lekarzy rodzinnych.

Warmińsko-Mazurska Kasa Chorych zakontraktowała tylko tysiąc specjalistycznych porad medycznych na ten rok.

- W kontrakcie rzeczywiście znalazło się tysiąc porad medycznych. Ale również 6 tysięcy godzin terapii – mówi Jolanta Munje, rzecznik kasy chorych. – Wychodzi jedna porada na pacjenta. Po czym lekarz decyduje o skierowaniu go na terapię. Ten układ jest rozsądniejszy pod względem ekonomicznym i powinien się sprawdzić.

Marek Krysztofik, dyrektor Centrum Odwykowo-Terapeutycznego w Elblągu

- Elbląg od wielu lat jest w czołówce miast, które borykają się z problemem alkoholizmu. Na 49 województw zawsze znajdowaliśmy się na jednym z trzech pierwszych miejsc pod względem spożycia alkoholu. Obecnie sytuacja wcale nie jest lepsza. W Elblągu problem alkoholizmu rośnie wraz z pogłębiającym się bezrobociem. Zgłasza się do nas coraz więcej pacjentów z problemami alkoholowymi.

Autor artykułu: Agata Załuska

Pisz. Zabiegi mniej skomplikowane

Monday, January 29th, 2001

Szpitalny Oddział Ratowniczy w Piszu otrzymał fachowy sprzęt medyczny. Trafił on na blok operacyjny oraz do karetek Pogotowia Ratunkowego.

Ponad pół roku temu piski szpital włączony został w skład ogólnopolskiej sieci szpitali ratunkowych. Tym samym otrzymał dotacje z Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej na zakup sprzętu medycznego.

Pierwsza wysokiej klasy aparatura do ratowania życia ludzkiego trafiła dwa tygodnie temu na nowo wybudowany blok operacyjny. Inne sprzęty czekają tylko na zainstalowanie.
- Największy wydatek, na jaki się zdecydowaliśmy, to zakup wysokiej klasy monitora rentgenowskiego, nazywanego potocznie Ramię C – mówi Marek Skarzyński, dyrektor szpitala.

Sprzęt jest nieoceniony w przypadku urazów wymagających natychmiastowych operacji.
- Za pomocą aparatu możemy obserwować układ kostny na monitorze, bez wykonywania tradycyjnych zdjęć rentgenowskich – mówi Paweł Gurfinkiel, ordynator oddziału ortopedyczno-urazowego. – Dzięki temu zabieg jest mniej skomplikowany, tym samym skraca się czas leczenia szpitalnego. Jest on niezbędny przy nowoczesnych metodach zespalania kości.

Do szpitala w Piszu trafi sprzęt medyczny na łączną kwotę około 500 tys. zł. W najbliższych dniach na bloku operacyjnym zainstalowany zostanie wysokiej klasy aparat do znieczuleń.

Autor artykułu: Marek Truszkowski

Mirosław Rzepa: Chcę się przypomnieć

Monday, January 29th, 2001

Mirosław Rzepa jesienią występował w amerykańskiej lidze zawodowej Major Soccer League. Wiosną chce pomóc Stomilowi w utrzymaniu w ekstraklasie i przy okazji ponownie zaistnieć w świadomości polskich kibiców.

- Dlaczego pańska przygoda z MLS trwała tak krótko?
- Największy wpływ miały na to dwie sprawy. Po pierwsze: Columbus nie zakwalifikował się do fazy play-off, a po drugie: w USA są coraz ostrzejsze przepisy dotyczące zatrudniania obcokrajowców. W klubie byłoby nas sześciu, podczas gdy grać mogłoby tylko trzech. Poza tym szefowie MLS wolą zatrudniać argentyńskich lub kolumbijskich napastników, niż polskiego obrońcę.

- Dlatego zdecydował się pan wrócić do Polski i skorzystać z oferty Stomilu?
- Propozycję gry w Olsztynie miałem już latem, jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Jednak gdy trener Adam Topolski polecił mnie menedżerowi Johnowi Kowalskiemu, to nie mogłem zmarnować takiej szansy i chętnie skorzystałem z propozycji wyjazdu do USA. Przed wylotem spytałem jeszcze trenera Józefa Łobockiego, czy tą decyzją nie zamykam sobie drogi do Stomilu. Odpowiedział, że jeśli będę w formie, to możemy wrócić do tematu.

- Pozostańmy na chwilę przy lidze amerykańskiej. Czy poradziłby sobie w niej każdy piłkarz z polskiej ligi?
- Trudne pytanie. Jej poziom jest już całkiem niezły. W każdym zespole gra kilka gwiazd. Najbardziej znani piłkarze to Bułgar Christo Stoiczkow i Kolumbijczyk Carlos Valderrama. Mecze są zacięte, bo nad przebiegiem rozgrywek czuwają szefowie ligi. Gdy widzą, że któryś z zespołów odstaje od reszty stawki, wzmacniają go lepszym piłkarzem. Zawodnicy nie mają wpływu na to, gdzie będą grali, bo podpisują kontrakty z MLS, a nie z klubami.

- Co pan najbardziej zapamięta z gry w Ameryce?
- Gościnność i pomoc, jakiej zaznałem od Roberta Warzychy, znanego polskiego piłkarza i byłego reprezentanta Polski, który w Colubus gra już od pięciu lat. Bardzo mi pomógł. Poza tym podróże samolotami na mecze i niemal perfekcyjną organizację widowska. Amerykanie kierują się też mądrą zasadą: ,Przegrałeś mecz? Nie zamartwiaj się, w następnym będzie lepiej”.

- Kiedy rozegrał pan ostatni mecz w polskiej ekstraklasie?
- Było to dość dawno, wiosną 1997 roku. Amica Wronki, w której występowałem, grała wtedy ze Śląskiem Wrocław.

- Jakie były przyczny tak długiej przerwy?
- Wiosną 1997 roku doznałem poważnej kontuzji – zerwałem więzadła krzyżowe w kolanie. Dzięki temu, że grałem w takim klubie jak Amica, operacja odbyła się w Austrii. Po powrocie do zdrowia dostałem propozycję z Zawiszy Bydgoszcz, której szefowie poważanie myśleli o powrocie do ekstraklasy. Niestety, finanse nie pozwoliły na zrealizowanie tych zmiarów. Potem trafiłem do Varty Namysłów, a później do Odry Opole. I wówczas przekonałem się, że trudno jest się wyrwać z drugiej ligi.

- Trener Łobocki bardzo liczy na pańskie doświadczenie. W jego koncepcji ma pan być jednym z kluczowych piłkarzy Stomilu.
- Myślę, że jego nie zawiodę. Mam za sobą ponad dwieście meczów w pierwszej lidze i… silną motywację do gry. Chcę przypomnieć fachowcom, że taki piłkarz jak Mirosław Rzepa istnieje i ciągle potrafi dobrze grać w piłkę.

- Nie deprymuje pana trudna sytuacja finansowa Stomilu?
- W każdym klubie są dobre i złe momenty. W Stomilu aktualnie sytuacja jest trudna, co oznacza, że w przyszłości będzie lepiej. Wiem, że szefowie klubu robią wszystko, by uporać się z problemami. Naszym zadaniem jest utrzymanie pierwszej ligi w Olsztynie. Jestem głęboko przekonany o tym, że w czerwcu sytuacja będzie już o wiele lepsza.

- Każdy nowy piłkarz chwali atmosferę panującą w zespole i podkreśla, że został dobrze przyjęty przez kolegów. Pan zapewne też?
- Nie narzekam. Nie trafiłem do zupełnie nieznanego środowiska, kilku chłopaków, na przykład Andrzeja Biedrzyckiego czy Pawła Holca, znałem z meczów ligowych. Poza tym uważam, że dużo można pomóc sobie samemu – jeśli na boisku udowodnisz, że jesteś potrzebny drużynie, to ona cię zaakceptuje.

- Jakie wnioski po pierwszym meczu sparingowym z Legią?
- Było widać, że oni są na innym poziomie przygotowań. Lepiej grali piłką, dlatego wygrali. Ale teraz rezultat jest nieistotny, bo dobre wyniki mają przyjść w marcu. Ważny jest sposób gry, a uważam, że graliśmy całkiem przyzwoicie.

Mirosław Rzepa

Urodzony: 27.12.1968 w Bydgoszczy; wzrost/waga: 181/75; przebieg kariery: Zawisza Bydgoszcz, Sokół Pniewy, Amica Wronki, Zawisza, Varta Namsłów, Odra Opole, Columbus Crew, Stomil Olsztyn; pozycja na boisku: obrońca lub defensywny pomocnik.

Autor artykułu: Zbigniew Szymula

Mikołajki. Labirynt znowu na scenie

Monday, January 29th, 2001

Dzisiaj w sali widowiskowej Centrum Kultury i Sportu Kłobuk w Mikołajkach odbędzie się koncert miejscowego zespołu Labirynt. Grupa rozpoczęła działalność w 1982 roku.

Założycielem i liderem zespołu jest gitarzysta i wokalista Janusz Bigda. Oprócz niego, od początku istnienia grupy, występują w Labirynice: Piotr Engwert (gitara basowa) oraz Roman Tkaczyk (perkusja).

W pierwszych latach muzykowania zespół wykonywał z powodzeniem muzykę reggae. W tym okresie cieszył się dużą popularnością w regionie. Niejednokrotnie był laureatem wielu nagród na przeglądach i festiwalach muzycznych. Niestety, z tego okresu nie zachowały się żadne wydawnictwa z ich muzyką.

Trzy lata temu Bigda, Engwert i Tkaczyk postanowili reaktywować Labirynt. Do zespołu doszli Maciej Magnuski (instrumenty klawiszowe) i Tomasz Matłoch (gitara akustyczna). Obecnie mikołajscy muzycy grają rocka z elementami muzyki pop. Sami określają swój styl jako ,fajne piosenki”. Mają przygotowany już materiał na debiutancką płytę.

W ubiegłym roku Janusz Bigda wydał solową płytę z muzyką chrześcijańską pt. ,Znajdziesz”. W jej nagraniu wspierali go muzycy zespołu Labirynt. Koncert rozpocznie się o godz. 15. Wstęp wolny.

Autor artykułu: Eligiusz Kamiński

Taekwondo GTF. Puchar Polski w Nidzicy

Monday, January 29th, 2001

W zakończonych w Nidzicy zawodach o Puchar Polski młodzików i juniorów młodszych w taekwondo GTF reprezentanci województwa warmińsko-mazurskiego zdobyli aż 35 medali!
Taekwondocy z Działdowa i Nidzicy po raz kolejny potwierdzili swoją przynależność do ścisłej czołówki krajowej.

Klasyfikację medalową imprezy, w której wystartowało ok. 170 zawodniczek i zawodników z kilkunastu klubów z całej Polski, wygrała Nidzica (7 złotych, 2 srebrne, 6 brązowych), wyprzedzając Świdnik i Działdowo (3-6-8). Dziewiąte miejsce zajęła Iława (0-2-3). Z kolei w klasyfikacji punktowej triumfowało Działdowo przed Częstochową i Nidzicą, a Iława była dziewiąta.

Na szczególne wyróżnienie zasłużyli Martyna Podowska z Działdowa i Konrad Księżniak z Nidzicy. Podowska jako jedyna zawodniczka z naszego województwa zdobyła dwa złote medale – w układach formalnych młodzików (6-3 kup) oraz w walkach semi-kontakt (kat. do 145 cm). Z kolei Księżniak wygrał układy formalne wśród juniorów młodszych (powyżej 2 kup), w walkach semi-kontakt (160 cm) był drugi, a walkach light-kontakt (kat. do 54 kg) zajął trzecie miejsce.

Młodzicy. Układy formalne: 3-6 kup – 1. Martyna Podowska, 2. Sandra Popiół, 3. Jakub Hoffer; pow. 2 kup – 1. Weronika Więckowska, 2. Paweł Rojewski. Walki, semi-kontakt, dziewczęta: kat. do 145 cm – 1. Podowska, 2. Magdalena Jaros (wszyscy Działdowo), 3. Marta Dębińska (Nidzica); 155 cm – 3. Popiół; +155 cm – 3. Więckowska. Chłopcy: 145 cm – 1. Mariusz Szempliński; 155 cm – 1. Bartosz Zabłotny (obaj Nidzica).

Juniorzy młodsi. Ukł. formalne: 7-10 kup – 2. Piotr Szczepkowski (Działdowo), 3. Łukasz Lemanowski; 3-6 kup – 2. Alicja Kupis (oboje Iława), 3. Rafał Załoga (Działdowo); pow. 2 kup – 1. Konrad Księżniak (Nidzica), 2. Radosław Kędzierski, 3. Jakub Długołęcki (obaj Działdowo). Walki. Semi-kontakt, dziewczęta: 165 cm – 3. Kupis; +165 cm – 1. Izabela Dziekiewicz, 3. Kamila Męzińska. Chłopcy: 150 cm – 1. Bartosz Lewandowski; 160 cm – 1. Marcin Karólski, 2. Księżniak, 3. Szymon Narolski, Arkadiusz Ducki. Light-kontakt, dziewczęta: 57 kg – 3. Anna Rudzińska; +57 kg – 1. Męzińska (wszyscy Nidzica). Chłopcy: 42 kg – 2. Rojewski; 54 kg – 3. Kędzierski, Księżniak; 60 kg – 3. Paweł Mikołajski (Działdowo); 66 kg – 2. Wojciech Jabłonka (Nidzica); +66 kg – 3. Maciej Helwich (Działdowo).

Autor artykułu: pes

Kaziuki z zagranicznymi gośćmi

Monday, January 29th, 2001

Znany jest już program XII Jarmarku Kaziuka, który co roku organizuje ełcki oddział Towarzystwa Przyjaciół Grodna i Wilna. Podczas imprezy zorganizowana będzie sesja popularnonaukowa pod hasłem ,Kościół Katolicki na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej”. Jak co roku, referaty przedstawią uczniowie I Liceum Ogólnokształcącego im. Stefana Żeromskiego, pod opieką Janusza Borowego.

- Ełczanie przyzwyczaili się już do tej cyklicznej imprezy – mówi Halina Orzechowska, prezes oddziału TPGiW. – Tegoroczny jarmark będzie bardzo uroczysty, ponieważ spodziewamy się licznych gości, nie tylko z Polski. Mamy nadzieję, że wszyscy przyjmą nasze zaproszenie. Swój udział zapowiedzieli również posłowie i senatorowie naszego regionu.

Na jarmark zaproszeni zostali między innymi redaktorzy ,Naszej Gazety” wydawanej przez Związek Polaków na Litwie, sekretarz Związku Polaków na Białorusi, Tadeusz Malewicz oraz dyrektorzy szkół w Bezdanach i Wołkowysku, gdzie co roku docierają dary od ełczan. W sesji popularnonaukowej spodziewany jest udział przedstawicieli kościoła katolickiego z Litwy, Białorusi i Polski.

Autor artykułu: Grzegorz Sierzputowski

Uniwersytet liczy złotówki

Sunday, January 28th, 2001

W piątek Senat Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego dyskutował nad tegorocznym budżetem. Uczelnia jest zmuszona szukać oszczędności.
Wbrew obawom studentów senat nie zdecydował się podnieść wysokości opłat za studia zaoczne.

- Taka opcja nie była nawet brana pod uwagę – mówi Ryszard Górecki, rektor Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. – Omawialiśmy budżet, aby uniknąć przykrych niespodzianek w trakcie roku akademickiego. Dotacja MEN na 2000 rok została zmniejszona w ostatniej chwili.

Planując program oszczędnościowy Senat uczelni zadecydował o niezatrudnianiu jako wykładowców osób bez stopni naukowych. Ponadto uczelnia będzie się starać o przenoszenie części kadry z etatów asystenckich na stanowiska asystentów doktorantów. Pozwoli to na częściowe finansowanie tych etatów przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jak zapewnił nas rektor, uczelni nie grozi redukcja kadry dydaktycznej. Przeciwnie, jej liczebność będzie musiała wzrosnąć wskutek planowanego otwarcia nowych kierunków, między innymi studiów międzywydziałowych.

– W planach jest również weryfikacja dotychczasowych programów nauczania i częściowe zmniejszenie liczby godzin na wszystkich kierunkach od nowego roku akademickiego – mówi rektor Górecki. – W tym roku planujemy również ograniczenie do minimum remontów, które w latach ubiegłych znacznie obciążały uczelniany budżet.
Ostateczny kształt uniwersyteckiego budżetu będzie gotowy w marcu, kiedy znana będzie wysokość ministerialnej dotacji. Wciąż nie wiadomo, czy zmniejszy się fundusz stypendialny. Jego wysokość także zależy od środków z ministerstwa.

Autor artykułu: Grzegorz Adamowicz

Lidzbark Warmiński. Policja szuka uciekinierów

Sunday, January 28th, 2001

Policja poszukuje dwóch nastolatków, którzy w sobotę uciekli z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Lidzbarku Warmińskim. Młodzieńcy nie mogli się pogodzić z brakiem zgody sądowej na wyjazd do domu na ferie.

Szesnastolatkowie Kamil P. i Andrzej G. byli w ośrodku po raz pierwszy. Z ucieczką nie mieli problemów, ponieważ budynek, w którym przebywali nie ma zabezpieczeń.
- Dom nie jest zakratowany, choćby dlatego, że tam nie ma niebezpiecznych przestępców. Ci dwaj wychowankowie znajdą się pewnie na którymś dworcu – mówi Paweł Niebrzydowski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie.

Do lidzbarskiego ośrodka wychowawczego trafiają młodzi przestępcy skierowani tam za drobne kradzieże i włamania. Przebywają tu też nieletni niedopełniający obowiązku szkolnego. Jak wyjaśnia szef ośrodka Tomasz Wrześniewski, ucieczki zdarzają się najczęściej przed świętami, wakacjami i feriami.
- Żeby nasi podopieczni mogli opuścić zakład, wymagana jest zgoda sądu. Oni takiej zgody nie dostali i sami zrobili sobie ferie.

Autor artykułu: Tomasz Sosnowski, csz