Stomil pod wodzą trenera Zbigniewa Kieżuna odradza się jak przysłowiowy feniks z popiołów. Zwycięstwo nad Legią było sensacją wielkiego kalibru.
Zbigniew Kieżun przejął piłkarzy Stomilu od Dariusza Janowskiego i Mieczysława Broniszewskiego po 21. kolejce ligowej, po porażce z Ruchem w Chorzowie 1:4.
Wtedy olsztynianie spadli na 14. miejsce w tabeli, a za kilka dni mieli zagrać mecz ,o życie” z ostatnim, mającym tylko cztery punkty mniej, Orlenem Płock. Sytuacja była krytyczna, Stomil jednak wygrał to bardzo trudne spotkanie. Potem przyszła porażka z Wisłą w Krakowie, ale w sobotę olsztynianie sprawili ogromną sensację, wygrywając na własnym boisku z Legią Warszawa.
- Przed meczami z Wisłą i Legią powiedziałem chłopakom, że w jednym z nich musimy zdobyć trzy punkty. Będzie zwycięstwo, to wkraczamy w inną krainę. W krainę słońca, a nie ciemności. Tak do nich mówiłem – opowiada Zbigniew Kieżun. – Już jadąc do Krakowia wierzyłem, że możemy ograć Wisłę. Ale tej mojej wiary jeszcze wtedy zabrakło chłopakom. Dlatego rozgoryczenie po porażce w Krakowie i sportową złość przelali na mecz z Legią. Pokazali charakter i klasę. Czym się ta klasa objawiała? Prosta sprawa: nie męczyliśmy w tym meczu ani siebie, ani kibiców. Zaczęliśmy najzwyczajniej w świecie dobrze grać w piłkę. W tym przypadku ważny był nie tylko wynik. Ogrywając Legię i porywając przy tym ośmiotysięczną widownię piekną grą, udowodniliśmy, że idziemy w dobrym kierunku – tłumaczy trener Stomilu.
Kibice zadają sobie pytanie, jak to się dzieje, że zespół jeszcze nie tak dawno bał się podjąć jakiekolwiek ryzyko, tracił mnóstwo kuriozalnych bramek, a teraz zmienił się diametralnie.
– Odbudowywujemy się z dnia na dzień i to pod każdym względem. Mówienie, że chodzi tylko o psychikę piłkarzy, to zbyt duże uproszczenie. Rośnie motywacja, kształtują się charaktery, drużyna znakomicie realizuje taktykę – wymienia kolejno trener Kieżun. – Chłopaki obalają mity, jakie jeszcze niedawno w Olsztynie budowano. A nasłuchali się tego sporo; że nie ma w Stomilu dobrych piłkarzy, że jest tu fatalna drużyna, że nic z tego nie będzie. A ja ich znam bardzo długo, znam ich charaktery, wiem, jakie mają umiejętności. Zdecydowanie stwierdzam, że w każdym z nich drzemią ogromne możliwości. I wierzę w nich wszystkich.
Zbigniew Kieżun niechętnie mówi o postawie konkretnych piłkarzy.
- Cała drużyna zasługuje na słowach pochwały. Na przykład Andrzej Krzyształowicz obala mit, według którego wiosną broni słabiej niż jesienią. Tomek Lenart uspokoił całą defensywę. Nie mam też żadnych pretensji do Artura Januszewskiego, bo w meczu z Wisłą przy stracie bramek sytuacja tak się na boisku ułożyła, że przy Olgierdzie Moskalewiczu powinien być ktoś inny. Serce rośnie, gdy się patrzy na to, jak rozwija się talent Łukasza Kościuczuka. Z kolei Paweł Holc i Rafał Szwed według mojej oceny mogą być wiodącymi postaciami nie tylko w Stomilu, ale i w całej lidze – uważa trener Stomilu.
Zbigniew Kieżun nie ma cienia wątpliwości co do tego, że Stomil utrzyma się w ekstraklasie. – Mój optymizm wypływa z postawy zespołu. Cały czas rośnie moc tej drużyny. W środę mamy szansę na kolejne punkty. Gramy w Lubinie z Zagłębiem, to doskonała okazja do tego, by obalić kolejny mit, według którego Stomil nie umie grać na wyjazdach. Ten mecz to kolejny z kluczów do utrzymania I ligi dla Warmii i Mazur. I zagramy tak, żeby nie wrócić do siebie z pustymi rękami – zapewnia trener.
Autor artykułu:
Zbigniew Szymula