Archive for December, 2000

Prezenty w koszarach

Tuesday, December 26th, 2000

Wieczór wigilijny spędzili przy uroczystej kolacji żołnierze 15. Giżyckiej Brygady Zmechanizowanej. W dwóch kompleksach koszarowych na święta pozostało 240 osób, czyli 1/3 stanu osobowego jednostki.

- Obowiązki służbowe musimy pełnić nie patrząc na porę doby ani roku – mówił do podwładnych ppłk Krzysztof Motacki, pełniący obowiązki dowódcy.
W prezencie gwiazdkowym każdy otrzymał sok i czekoladę. Nie zapomniano o żołnierzach, których niedyspozycja przyprowadziła do izby chorych. Kapelan i dowódca przełamali się z nimi opłatkiem, życząc szybkiego powrotu do zdrowia.

Autor artykułu: Waldemar Albowicz

Dziewczyny górą

Tuesday, December 26th, 2000

W wigilię świąt Bożego Narodzenia w naszym mieście przyszło na świat sześcioro dzieci: cztery dziewczynki i dwóch chłopców.

Jak nas poinformowała Bożena Targowska, położna ze szpitala miejskiego w Olsztynie, o 9.15 urodził się Bartłomiej, który ważył 3,6kg, a o 16.50 na świat przyszła dziewczynka, która ważyła 4 kg. Drugi chłopczyk urodził się o 20.15 i ważył 3,9 kg.

W Szpitalu Wojewódzkim urodziły się w tym dniu trzy dziewczynki.

- Jeden wcześniak, który obecnie jest w inkubatorze oraz dwie inne dziewczynki które ważyły 3,9kg i 3,6kg – powiedziała Gazecie Hanna Skibieńska, położna ze Szpitala Wojewódzkiego.

Autor artykułu: Wioletta Wojnicka

Znikają drzewa z twierdzy

Tuesday, December 26th, 2000

Przetarg na wycinkę drzew w zabytkowej fortyfikacji pokazał ułomność umowy dzierżawnej między władzami a Towarzystwem Miłośników Twierdzy Boyen.

Dziewiętnastowieczna budowla wpisana jest do rejestru zabytków. To jednak nie tylko zespół budynków, ale też prawie 80-letni drzewostan na obszarze ponad 30 ha.

Rozrastające się drzewa szkodzą murom, rozsadzając je korzeniami. W związku z tym są od kilku lat systematycznie usuwane. W listopadzie ogłoszono kolejny przetarg na wycinkę, tym razem na odcinku o długości 3000 m i szerokości 40 m. Za sumę 20 tys. zł wygrał go, nie prowadzący działalności gospodarczej, były pracownik TMTB, a od kilku dni sekretarz Zarządu Stanisław Łukaszek.

- Tę wycinkę można było wykonać kilkakrotnie taniej – mówi jeden z szeregowych członków Towarzystwa. – Tymczasem zwycięzca przetargu zgarnął dodatkowo niemałej wartości drewno.

- Zgodnie z prawem decyzje dotyczące twierdzy wydaje wojewódzki konserwator zabytków – komentuje Tadeusz Lachowicz, naczelnik wydziału komunalnego UM. – Nie interesowaliśmy się więc zbytnio poczynaniami na tym terenie.

Nie praktykowano niezależnej wyceny i kontroli wykorzystania pozyskanego drewna. Ostatniej wycince towarzyszył nadzwyczajny zjazd TMTB i odejście dwóch osób z Zarządu.

- Nie znam szczegółów przetargu na usunięcie krzewów i drzew z fosy – twierdzi Janusz Ejsmont, nowy prezes Zarządu. – Trudno żebyśmy odpowiadali za działania poprzednich władz.

Po przetargu działacze TMTB zwrócili się o zgodę na usunięcie kolejnych 867 drzew. Burmistrz miasta specjalnym pismem zażyczył sobie tym razem sporządzenia niezależnego oszacowania i oznakowania drewna. Towarzystwo wstrzymało realizację tego zadania.

Autor artykułu: Sławomir Kędzierski

Nowe czynsze w nowym roku

Tuesday, December 26th, 2000

Po nowym roku wzrosną czynsze w większości olsztyńskich spółdzielni mieszkaniowych.

W Jarotach fundusz remontowy z 1,35 zł za metr kwadratowy wzrośnie do 1,6 zł, eksploatacyjny z 1,04 do 1,15 zł. W Pojezierzu fundusz eksploatacyjny wzrasta z 90 gr do 1,13 zł, a remontowy z 97 gr na 1,3 zł. W Olsztyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej eksploatacja z 85 gr wzrasta na 95 gr, a fundusz remontowy z 95 gr w blokach starszych niż dziesięcioletnie do 1,3 zł i w blokach młodszych z 95 gr na 1,05 zł.

Spółdzielcy z Perkoza podwyżkę będą mieli od stycznia. Fundusz eksploatacyjny wzrośnie tu do 1,12 zł, a fundusz remontowy do 50 gr. Podobnie będzie w Redykajnach.

W Kormoranie podwyżka będzie od lutego. Teraz fundusz remontowy wynosi tam 30 gr za metr kwadratowy, eksploatacja 1,05 zł . Takie same plany ma zarząd Domatora. Teraz fundusz remontowy liczony łącznie z eksploatacją wynosi tam 1,62 zł.

W Samych Swoich obniżony w lipcu czynsz może pozostać na tym samym poziomie, a fundusz remontowy nawet trochę zmaleć. Teraz wynoszą one odpowiednio 99 i 70 gr.

Nie zmieni się czynsz we Współpracy. Obecnie mieszkańcy płacą tu 50 gr na fundusz remontowy i 90 gr na eksploatację.

Autor artykułu: lek

Sportowe życie olsztyńskiego kanadyjkarza

Thursday, December 21st, 2000

Od zdobycia srebrnego medalu olimpijskiego przez olsztynianina Andrzeja Gronowicza minęło prawie ćwierć wieku. Nie na tyle dużo, by zapomniał, jak do tego doszło.
Srebrny medalista igrzysk w Montrealu (1976) Andrzej Gronowicz od ponad 12 lat przebywa wraz z rodziną za granicą. Polski trener uczy Kanadyjczyków, jak się najszybciej ścigać w… kanadyjkach. W Olsztynie bywa bardzo rzadko. Ostatnio odwiedził mieszkających tu rodziców i rodzeństwo. Przy okazji opowiedział Gazecie:

- Miałem może 13 lat, gdy starszy brat wziął mnie na żaglówkę. Pływaliśmy z pół dnia po Krzywym. Bardzo mi się to żeglowanie spodobało. Od tamtego czasu często przychodziłem nad jezioro i któregoś dnia trafiłem na przystań Stomilu. Nie było tam żaglówek, tylko kajaki i motorówki. Najpierw tylko się przyglądałem, ale po paru tygodniach odważyłem się zapisać do sekcji. Byłem drobnym chłopcem, więc nie wywałałem u nikogo nawet najmniejszego zainteresowania.

Przez kilka miesięcy byłem tylko chłopakiem na posyłki: przenieś łódkę tu, postaw wiosła tam, posprzątaj w szatni, wynieś śmieci, pomaluj hangar… Kiedy któregoś wieczoru udało mi się po trenigu starszych kolegów wsiąść do kajaka, byłem strasznie szczęśliwy. Kilka dni później udało mi się nawet odpłynąć trochę od przystani. Widocznie trener Wacław Sklinsmont zauważył te moje podchody, bo pewnego dnia podszedł do mnie i zaproponował, żebym dał sobie spokój z kajakami, a zainteresował się kanadyjkami. – Dam ci łódkę tylko do twojej dyspozycji – powiedział. Nie wierzyłem własnym uszom. Oczywiście od razu przyjąłem jego propozycję i jeszcze tego samego dnia podjąłem próbę utrzymania równowagi w tej chybotliwej łupinie. Początek nie był łatwy, ale po kilkunastu dniach radziłem już sobie z kanadyjką zupełnie nieźle…

- Po paru miesiącach treningów pod kierunkiem trenerów Wacława Sklinsmonta, Piotra Żukowskiego i Mariana Rapackiego dowiedziałem się, że wypytowano mnie na eliminacje do kadry juniorów w Wałczu. Były to moje pierwsze w życiu regaty. Pamiętam dokładnie: trema ściskała mi żołądek aż do bólu. Byłem sztywny jak trzonek łopaty. Patrzyłem z zazdrością na szykujących się do startu rywali; co drugi miał reprezentacyjne stroje.

Czułem się w tym towarzystwie jak piąte koło u wozu. W końcu wystartowaliśmy. Zbliżam się do mety, patrzę w lewo, patrzę w prawo, a tu nikogo nie ma. – Pewnie pomyliłem trasę – pomyślałem. – Może popłynąłem w przeciwnym kierunku? Dopłynęłem jednak do mety. Spojrzałem do tyłu i zatkało mnie. Kilkadziesiąt metrów za mną było całe towarzystwo. Nie chciało mi się wierzyć, że aż tak im dołożyłem. Gdy tylko dopłynąłem do przystani zrobił się wokół mnie ruch: jak się nazywasz, skąd jesteś, od kiedy trenujesz? Trener Sklinsmont też nie mógł opędzić się od ciekawskich…

- Po tych regatach dostałem od razu powołanie do kadry Polski juniorów. I tak się zaczęła moja reprezentacyjna przygoda. Jako młody kadrowicz wyjeżdżałem na zawody zagraniczne, ale tylko do krajów, jak to się wtedy mówiło, demokracji ludowej. Mój poważny zagraniczny debiut odbył się w Żytomierzu na Ukrainie. Startowałem tam w dwójce z Jankiem Żukowskim, moim klubowym partnerem.

W tamtych czasach na kanadyjkarzy nikt specjalnie nie liczył, więc wysyłano nas głównie tam, gdzie można było dostać po tyłku. Pływało mi się jednak coraz lepiej i co rusz zdobywałem medalowe pozycje. Kiedy zostałem seniorem, nadal jeździłem na obozy kadry narodowej. Jurek Opara, wicemistrz świata w kanadyjkach jedynkach, był wtedy gwiazdą polskiego kajakarstwa. Na jednym ze zgrupowań była taka scena. Zerwaliśmy się rano na gimnastykę, oczywiście bez Jurka. Gdy kończyliśmy zajęcia, on dalej słodko spał. Kiedy któryś z nas zapytał, dlaczego go nie ma, prowadzący zajęcia trener odpowiedział, że jest… niedysponowany. Po jakimś czasie pojawił się wśród nas. – Co byś chciał teraz robić Jureczku? – spytał go trener. – Co bym chciał? Weź mnie na barana i zanieś do pokoju, bo się nie wyspałem. Ku naszemu zdziwieniu tak też się stało…

- Potem Jurek Opara pływał nadal właściwie tylko w jedynce. Nie odnosił już takich sukcesów jak wcześniej, więc zapropnowano mu, żeby się przesiadł do reprezentacyjnej dwójki. Ze mną w składzie. I tak zaczęliśmy wspólne treningi. Przyszedł wreszcie czas na pierwsze zawody. Na początku szło nam różnie. Jak były jakieś niepowodzenia, to tłumaczono, że to z mojej winy, a jak wygrywaliśmy, chwała spadała tylko na Jureczka. Muszę jednak przyznać, że z każdym miesiącem docieraliśmy się i przyzwyczajaliśmy się do siebie. W 1972 r. wystartowaliśmy na olimpiadzie w Monachium. Nie poszło nam, start zakończyliśmy na ćwierćfinałach. Mimo to związek postanowił, że będziemy się przygotowywać nadal razem do kolejnej olimpiady – w Montrealu…

- Na rok przed igrzyskami polecieliśmy do Montrealu na regaty przedolimpijskie z udziałem prawie całej światowej czołówki. Płynęło nam się bardzo dobrze. W C-2 na 500 m byliśmy trzeci, na 1000 o jedno miejsce dalej. Gdy staliśmy na podium, powiedziałem do Jurka: – Wcale bym się nie zmartwił, gdybyśmy tak za rok też stali na podium. I spełniło się! Może niedokładnie tak samo, bo medal dostaliśmy nie za 500 m, ale za 1000. I nie brązowy, a srebrny.

W olimpijskim finale 1000 m wiosłowało mi się nadspodziewanie lekko. Płynęliśmy od startu do mety na drugiej pozycji. Przed nami Rosjanie , którzy byli nie do pokonania. Gdy staliśmy na podium, przypomniałem Jurkowi rozmowę sprzed roku. Na 500 m szło już dużo gorzej. Przypłynęliśmy na czwartym miejscu.

Postanowiłem utrzymać się na fali do następnej, moskiewskiej olimpiady. Jednak po roku czy dwóch miałem tak na dobrą sprawę wszystkiego powyżej uszu. Na okrągło – wyjazdy, obozy, konsultacje, regaty, zgrupawania. Zaczęło mnie to coraz poważniej nużyć. Ile można? Nie trenowałiśmy już z takim zapałem jak wcześniej, więc do Moskwy pojechali inni. Dziś wydaje mi się, że jednak trochę za wcześnie zrezygnowałem z wyczynowego uprawienia sportu. Na początku lat osiemdziesiątych podjąłem pracę w Stomilu, jako trener. Kilka lat później zaproponowano mi pracę w Kanadzie. Dlaczego nie, pomyślałem. I tak w 1988 r. z całą rodziną wylądowałem w Saskatoon…

- Saskatoon to ponaddwustutysięczna stolica prowincji w południowo-środkowej Kanadzie. Pracuję w Racing Canoe Club i zajmuję się szkoleniem kanadyjkarzy. Moja żona Bożena prowadzi butik. Starsza córka Adrianna trenowała tenis. Wyszła za mąż za Kanadyjczyka, który był mistrzem kraju w tenisie, startował na olimpiadzie w Barcelonie. Jakiś czas był zawodowym tenisistą. Z wykszałcenia jest inżynierem informatykiem. Mają syna, Tomka, więc jestem już dziadkiem.

Moja młodsza córka Marta też gra w tenisa i to z niezłym skutkiem. Jest mistrzynią prowincji, aktualnie rakietą nr 9 w Kanadzie. W deblu na ostatnich mistrzostwach kraju zajęła czwarte miejsce.
A ja? Nie rzuciłem tak całkiem wiosła w kąt. Na ostatnich mistrzostwach Kanady byłem w osadzie, która wypływała trzy brązowe medale w C-4. Właściwie to zasiedzieliśmy się już w Kanadzie. Ale ja i żona bardzo tęsknimy do Polski. Nie wyobrażamy sobie, byśmy nie wrócili na stałe do kraju…

Autor artykułu: Lech Janka

Brawo samochodówka!

Thursday, December 21st, 2000

Organizowane przez OSiR mistrzostwa Olsztyna w koszykówce chłopców szkół średnich (finały w Uranii) z udziałem 14 zespołów zakończyły się sukcesem uczniów Zespołu Szkół Samochodowych, przed II LO i X LO.

Opiekunem zwycięskiej drużyny jest Sławomir Oryńczak. Skład zespołu: Piotr Jarosiński, Krzysztof Hodt, Maciej Zalewski, Michał Szul, Radosław Sobczuk, Bartłomiej Wojnowsdki, Łukasz Zając, Kamil Zimowski, Rafał Fronckiewicz, Łukasz Sacharczuk, Bartłomiej Dajnowski, Marek Rychlik.
* Wyniki finałów: X LO – II LO 46:63, ZSS – II LO 60:47, X LO – ZSS 49:76.

Autor artykułu: lech

Olsztyn zawojował Warszawę

Thursday, December 21st, 2000

Popisową partię rozegrali na kortach warszawskiej Legii najmłodsi tenisiści z Olsztyna. Halowym mistrzem makroregionu warszawsko-mazurskiego skrzatów (do lat 12) został Piotr Łaguna z Budowlanych. Trzecie miejsce zajął jego klubowy kolega Paweł Umbras, a piąte 10-letni Przemek Centkowski z AZS Olsztyn.

Piotrek wygrał z koalicją mocnych warszawiaków. W całym turnieju nie stracił nawet seta, a jego najtrudniejszym rywalem, w ćwierćfinale, okazał się… kolega z jednej klasy (obaj uczą się w SP 101) Przemek Centkowski. Niewiele brakowało, by finał był wewnętrzną sprawą wychowanków trenera Alberta Riabeczenki z Budowlanych. Do meczu Łaguna – Umbras jednak nie doszło, bo w 1/2 finału Paweł skreczował z powodu kontuzji. W spotkaniu decydującym o zwycięstwie w turnieju Łaguna gładko pokonał (6:1, 6:1) Pawła Kura z Falenicy.

Autor artykułu: Rut

Działki pod mieszkaniami do wzięcia

Thursday, December 21st, 2000

Tylko pięć dni na złożenie podań mają lokatorzy mieszkań własnościowych, którzy chcą wykupić grunt pod swoimi lokalami.
Trybunał Konsytutycjny, wyrokiem z 18 grudnia uznał, że gminy i skarb państwa nie mogą odmówić kupna na własność gruntu pod budynkiem, w przypadku gdy nie wszyscy mieszkańcy wykupili swoje lokale na własność. Przepis ten zaskarżył rzecznik praw obywatelskich. Trybunał przyznał, że narusza on zasadę równości obywateli wobec prawa.

W tej sprawie przychodzi do olsztyńskiego ratusza kilkadziesiąt osób dziennie.
- Właśnie w takiej sytuacji znajduje się moja córka. Miasta odmówiło jej uwłaszczenia działki pod mieszkaniem, bo w jej domu przy ulicy Kościuszki dwie rodziny nie wykupiły swoich mieszkań – powiedział Gazecie Włodzimierz Dobrowolski.
- Zainteresowanych zapraszamy do pokoju 102, tam uzyskają pełną informację. Przyjmiemy wnioski nawet, jeśli dokumentacja nie będzie pewna, odpisu księgi wieczystej nie da się przecież uzyskać w kilka dni – mówi Dionizy Ławrynowicz, naczelnik Wydziału Mienia Urzędu Miasta w Olsztynie.

Choć o decyzji trybunału wiadomo tylko z prasy, warto pilnować sprawy, bowiem termin składania wniosków o przekształcenie użytkowania wieczystego – nie tylko zresztą gruntów pod nieruchomościami, ale też np. garaży – w prawo własności mija 31 grudnia tego roku. Przypadki, w których zainteresowani odwołali się do NSA (w Olsztynie jest ich kilka), teraz pewnie rozpatrzone będą w duchu określonym obecnie przez Trybunał Konstytucyjnych.

Autor artykułu: Stanisław Brzozowski

Każdy bezdomny otrzyma jedzenie

Thursday, December 21st, 2000

Jerzy Kemicer, dyrektor Centrum Pomocy Bliźniemu w Drygałach koło Białej Piskiej, zaopiekuje się w wigilijny wieczór osobami bezdomnymi.
- To już nasza tradycja – mówi Jerzy Kemicer. – Od kilku lat z żoną i dziećmi spędzamy święta z głodnymi i bezdomnymi.

Przed kolacją wigilijną, która odbędzie się w niedzielę w ośrodku o godz. 22, Jerzy Kemicer z rodziną i wolontariuszką, będzie podróżować do Ełku, Białej Piskiej, Pisza i okolicznych miejscowości. Biednym osobom, których spotkają na dworcach kolejowych i autobusowych, przekażą pożywienie i małą paczkę świąteczną.
- Każdy powinien poczuć świąteczną atmosferę – twierdzi Kemicer. – A właśnie tym najbiedniejszym szczególnie potrzebne jest w Boże Narodzenie ciepło i dobro. Potrzebujących pomocy na pewno nie zabraknie.

- Każdy biedny otrzyma od nas żywność – dodaje Nikodem, syn Jerzego Kemicera.
Do CPB zgłaszają się już pierwsze osoby.
- Jakie to szczęście, że jest w naszej okolicy takie miejsce, gdzie można otrzymać za darmo smaczny posiłek – mówi kobieta z wiaderkiem na zupę. – Wychowuję sama czwórkę dzieci. Nie mam za co ugotować im takich dań.

Autor artykułu: Michał Tyszkiewicz

Fortepian jak chwyt reklamowy?

Thursday, December 21st, 2000

Prezydent Ełku wszczął postępowanie wyjaśniające okoliczności zakupu fortepianu do Ełckiego Centrum Kultury. Stało się tak po oświadczeniu Jadwigi Cymbor, dyrektor Państwowej Szkoły Muzycznej w Ełku, która twierdzi, że taki instrument można kupić już za 55 tys., a nie za 70 tys., jak proponuje sprzedawca.

Zdaniem Jadwigi Cymbor, podanie do publicznej wiadomości, że na tym fortepianie grał chiński pianista, zwycięzca Konkursu Chopinowskiego, jest prostym chwytem reklamowym i wprowadza w błąd mieszkańców.
- Wszyscy uczestnicy Konkursu Chopinowskiego grają wyłącznie na fortepianach koncertowych. Ten takim nie jest. Jaką rolę na konkursie pełnił ten fortepian, tego nie wiemy – mówi dyrektor Cymbor.

- Zarząd Miasta wyraził zgodę na zakup fortepianu i dał pełnomocnictwa w tej sprawie dyrektorowi ECK – mówi prezydent Fadrowski. – Muszę zapoznać ze szczegółami zakupu instrumentu, dlatego wszcząłem postępowanie.
- Myśmy jeszcze nie kupili tego fortepianu – mówi dyrektor ECK Wojciech Krzywiński. – Przywieźliśmy go z Warszawy, aby go przetestować. Jesteśmy w trakcie przeprowadzania przetargu na zakup instrumentu. Pierwsza jego część została unieważniona. Czekamy na oferty z całego kraju.

Autor artykułu: Grzegorz Sierzputowski