W Grabowie koło Mrągowa powstał Komitet Obrony Szkół. Mieszkańcy protestują przeciwko planom likwidacji szkoły nie tylko w ich wsi, ale także w pobliskich Użrankach i Zalcu. Swojej szkoły bronią też mieszkańcy Biedawek koło Fromborka.
O planach likwidacji szkoły w Grabowie mieszkańcy dowiedzieli się w październiku i to z prasy. Jeszcze kilka miesięcy temu wójt gminy Mrągowo zapewniał ich, że szkoła nie zostanie zamknięta.
- Informacja o likwidacji naszej szkoły poraziła nas jak piorun z nieba – mówi Ewa Graczyk, mieszkanka grabowa i przewodnicząca Komitetu Obrony Szkół. – Nikt z nami na ten temat nie rozmawiał.
Ewa Graczyk skrzyknęła ludzi. Zawiązali Komitet Obrony Szkół. Przeciwstawiają się planom likwidacji podstawówek w Grabowie, Zalcu i Użrankach.
- To jest jakaś epidemia. W gminie zostały zlikwidowane już cztery inne szkoły. Nasze będą kolejne. Mam wrażenie, że władze gminy mają tylko jedyną receptą na oświatowe bolączki. Zamknąć, zlikwidować, to w ich mniemaniu ratunek dla wiejskich podstawówek – stwierdza Ewa Graczyk.
W szkole w Grabowie w klasach od 0 do 6 uczy się 67 uczniów. Niektórzy uczniowie pochodzą z dwóch ościennych gmin: Sorkwity i Piecki.
Paweł chodzi do czwartej klasy. Mieszka w Borowskim Lesie. Do szkoły w Grabowie ma siedem kilometrów. – Jak idę na skróty, przez pola, to w niecałą godzinę jestem w szkole – mówi czwartoklasista. – Mnie tu się podoba. To nasza szkoła.
Nie dzielimy uczniów na naszych i obcych – mówi Ewa Graczyk – Tu chodzi o dobro ich wszystkich. Wójt chce przenieść nasze dzieci do szkoły w Marcinkowie. Mają dojeżdżać tam wynajętym autobusem. Nie wiem o której dzieci z wiosek na kolonii będą musiały wstawać, aby zdążyć na autobus.
Obrona szkół to nie jedyny cel, który stawia sobie Komitet Obrony Szkół. Chce także przeciwstawić się niszczeniu wieloletniego dorobku mrągowskiej wsi. I bronić przed zapaścią cywilizacyjną i społeczną.
- Teraz szkoła, a co będzie dalej? – zastanawia się pani Ewa. – Czym to się skończy? Jak nam zamkną szkołę, to już koniec. Nie ma wsi. Ludziom pozostanie tylko wyjście do kościoła.
- Nie wiem czy uda nam się obronić szkołę – roztrząsa Ewa Graczyk – Natomiast jedno wiem. Na pewno trzeba o nią walczyć, bo inaczej nie ma naszej wsi.
Likwidowana będzie także Szkoła Podstawowa w Biedkowie, koło Fromborka. Tamtejsi radni przyjęli już projekt uchwały w tej sprawie. Przeciwni tej decyzji są rodzice, nauczyciele i dyrekcja placówki.
W szkole w Biedkowie uczy się obecnie 27 dzieci, w tym 9 w zerówce. Od przyszłego roku mają być przeniesione do podstawówki w odległym o 9 kilometrów Fromborku.
- Dzieci dojeżdżają z trzech miejscowości: Bogdan, Drewnowa i Biedkowa-kolonii – wyjaśnia Janina Szyluga, nauczycielka i zarazem dyrektor Szkoły Podstawowej w Biedkowie. – Każda z nich jest położona około 2 kilometrów od naszej szkoły. Do Fromborka dzieci będą miały jeszcze dalej.
Podczas ostatniego zebrania rodzice zgodnie opowiedzieli się za utrzymaniem szkoły.
- Włożyli w nią wiele pracy i serca – argumentuje Janina Szyluga. – Poza tym dzieci są tu traktowane indywidualnie. Znamy ich rodziny, wiemy jakie mają problemy. Sporo dzieci jest objętych opieką ośrodka pomocy społecznej, otrzymują darmowe śniadania. Ich rodzice żyją z zasiłków, niektórzy nie mają nawet tego. Boją się, że dojazdy do Fromborka będą uciążliwe i kosztowne, a ich dzieci będą się źle czuły w dużej szkole.
Tymczasem urzędnicy twierdzą, że dzieciom nie będzie gorzej, natomiast potrzeba likwidacji szkoły wynika z zasad ekonomii.
- Gminy nie stać na utrzymanie szkoły, w której dziś uczy się 27 dzieci, za 2-3 lata będzie ich jeszcze mniej – wyjaśnia Żaneta Wolska-Szatkowska, sekretarz Urzędu Miasta i Gminy we Fromborku. – Przeniesiemy je do Fromborka, gdzie utworzy się kolejną klasę. Dzięki temu będzie można również zatrudnić nauczycieli z Biedkowa. Dzieci będą mogły poczekać na zajęcia w świetlicy.
Jan Narewski, dyrektor szkoły w Grabowie: – Mam wrażenie, że za likwidacją szkoły w Grabowie kryją się nie tylko względy ekonomiczne. Może niektórym urzędnikom w gminie nie podoba się aktywność społeczna mieszkańców Grabowa. Bez pomocy gminy, w wyniku publicznej zbiórki, kupiliśmy nowy samochód dla Ochotniczej Straży Pożarnej, bo wójt zabrał nam jeden z dwóch, którymi dysponowaliśmy do tej pory. Nowy wóz kosztował 50 tys. zł. i jest jednym z najnowocześniejszych w regionie. Niedawno młodzieżowa sekcja OSP otrzymała grant z Fundacji Batorego. Nie oglądamy się aż coś nam skapnie z gminy, ale sami staramy się brać sprawy w swoje ręce. Choć przykład szkoły pokazuje, że inni lepiej wiedzą co jest dla nas dobre.
Autor artykułu: Andrzej Mielnicki, Agata Załuska