W regionie trwają pielęgniarskie protesty. Wczoraj przyłączyły się pielęgniarki z Pisza. Kandydatek do zawodu jest coraz mniej. W tym roku pierwszą klasę utworzyła tylko jedna spośród 7 szkół na Warmii i Mazurach.
W całym regionie na pierwszym roku jest 25 osób.
Ostatni absolwenci wydziału pielęgniarskiego ełckiego Studium Medycznego opuścili placówkę w styczniu tego roku. Zezwolenia na otwarcie pierwszego roku dostały szkoły w Olsztynie, Iławie i Elblągu. Tylko Olsztynowi udało się dokonać naboru. Od września kilka osób przerwało jednak naukę. Teresa Górniak, dyrektor ZSM, nie dziwi się malejącemu zainteresowaniu.
- Młodzi są dobrze zorientowani w rzeczywistości – mówi Teresa Górniak. – Obserwują protesty, znają wysokość zarobków pielęgniarek.
Słuchaczki nie są przekonane, czy protesty są słuszne.
- To nie jest zawód z przypadku, nasze starsze koleżanki musiały zdawać sobie sprawę, że nie będzie łatwo – mówi Anna, słuchaczka III roku pielęgniarstwa Studium Medycznego w Olsztynie.
- To idealistki, po szkole czeka ich brutalna rzeczywistość – komentuje Danuta Konicz, nauczycielka zawodu w Medycznym Studium Zawodowym w Olsztynie. – Kiedy przyjdzie im żyć za 600-700 zł miesięcznie, niewykluczone, że zmienią zdanie.
- Nie boimy się, że nasze absolwentki nie znajdą pracy, ale tego, że ta praca nie pozwoli im na godne życie – mówi Marzena Mrozowska z olsztyńskiego medyka.
W iławskiej szkole powstała tradycja spisywania przemyśleń na temat wybranego, wymarzonego zawodu. Dziewczyny piszą o pierwszym kontakcie z pacjentem. Są to zwykle poruszające opowieści. W podobnie poruszający sposób szkoła żegna się z absolwentkami. Dziewczęta w białych fartuszkach, ze łzami w oczach zapalają świece. Tradycje umrą wraz z zamknięciem szkoły.
- Nie otrzymaliśmy jeszcze oficjalnego pisma o ewentualnej likwidacji naszego studium. Jednak w najbliższym czasie spodziewamy się takiej informacji – mówi Elżbieta Nalewajko, dyrektor Medycznego Studium Zawodowego w Iławie.
Tymczasem pielęgniarki protestują. Wczoraj pogotowie strajkowe ogłosiły pielęgniarki i położne szpitala powiatowego w Piszu. Bierze w nim udział około 190 pracowników średniego personelu medycznego.
- Protest będzie trwał tydzień. Jeżeli nasze postulaty nie zostaną spełnione, przejdziemy do czynnego strajku, z okupacyjnym włącznie – poinformowała Bożena Klisiatys, przewodnicząca Międzyzakładowej Organizacji Związkowej Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.
Protestujący domagają się podwyżki płac, stałej rewaloryzacji o wskaźnik inflacji oraz uregulowania spraw odnośnie świadczeń socjalnych i urlopów.
Wczoraj o podwyżkach rozmawiały z dyrekcją olsztyńskiej kasy chorych pielęgniarki z komitetu protestacyjnego szpitala w Braniewie. Na zaproszenie Janusza Lewandowskiego, przewodniczącego rady kasy chorych, na spotkanie oprócz pielęgniarek przyjechali niektórzy ordynatorzy oddziałów braniewskiej placówki oraz jej dyrektorzy. Chcieli dowiedzieć się, czy jest możliwe podwyższenie ceny za jednostkowe świadczenie, co ich zdaniem uwzględniłoby oczekiwania protestujących pielęgniarek.
- Dowiedzieliśmy się, że w tym roku nie będzie żadnych dodatkowych środków dla szpitala – stwierdził obecny podczas rozmów Tadeusz Bejnarowicz, starosta braniewski.
Jak nam powiedziała Elżbieta Królak, dyrektor Warmińsko-Mazurskiej Regionalnej Kasy Chorych, pracownicy szpitala w Braniewie muszą sami odpowiedzieć sobie na pytanie, jakie usługi mogą dodatkowo świadczyć, by mieć więcej pieniędzy.
Dyrekcja bartoszyckiego szpitala do końca miesiąca wręczy wszystkim pracownikom aneksy do umowy o pracę. Podpisanie aneksu spowoduje, że pracownicy nie otrzymają trzynastej pensji. Żaden z pracowników aneksu nie podpisał.
Po usamodzielnieniu się zakładu pracownicy szpitala przestali być pracownikami sfery budżetowej i nie należy się im dodatkowe roczne wynagrodzenie. Przypomnijmy, że w tym roku po przegranej sprawie sądowej dyrekcja Szpitala Powiatowego w Bartoszycach wypłaciła zatrudnionym pracownikom zaległe ,trzynastki”.
Pielęgniarki szpitala w Kętrzynie nie rozpoczną zapowiadanego na środę strajku okupacyjno-głodowego. Po rozmowach z dyrekcją szpitala, wizycie w kasie chorych, Urzędzie Wojewódzkim i Urzędzie Marszałkowskim uzgodniono, że dalsze rozmowy będą prowadzone przez mediatora.
- Wszędzie jesteśmy zbywane. Argument, że szpital może ulec likwidacji, uważamy za zwyczajne straszenie. O ile nie dojdziemy do porozumienia, na pewno rozpoczniemy strajk – mówią pielęgniarki.
Pracownicy szpitala żądają 300 zł podwyżki, wypłacenia 13. pensji za ubiegły rok i przekazania reszty funduszu socjalnego do 15 grudnia.
Autor artykułu: M. T. , L. P. , A. Z.