Andrzej Wyrzykowski z Olsztyna odpowiada za przygotowanie polskich żeglarzy do igrzysk w Sydney. W Australii wystąpi w roli trenera głównego Polskiego Związku Żeglarskiego.
- Pierwsze wyścigi na akwenie olimpijskim rozpoczną się 17 września. Co będziecie robić do tego czasu?
- Po przylocie do Australii odebraliśmy, wysłane kontenerem już w lipcu, łódki i motorówki. Zaraz potem żeglarze rozpoczęli treningi na czterech z sześciu tras olimpijskich.
Czekają ich jeszcze pomiary sprzętu i odliczanie dni do ceremonii otwarcia i inauguracyjnych wyścigów. Co ciekawe, w Sydney po raz pierwszy od niepamiętnych czasów żeglarze klas jednoosobowych – poza Laserem – wystartują w igrzyskach na swoim sprzęcie. Jest to dobre rozwiązanie. Nie tylko eliminuje element przypadkowości przy losowaniu nieznanych łódek, ale obniża koszty organizacji gigantycznej imprezy.
– Polskie żeglarstwo regatowe urosło w siłę. Dziś ma tak wysokie notowania u władz PKOl., że jego szef Stefan Paszczyk wymienia żeglarzy w pierwszym szeregu polskich kandydatów do olimpijskich medali.
- Władze sportowe stworzyły żeglarzom optymalne warunki przygotowań. Nic dziwnego, że oczekują dobrych wyników. Dobrych, czyli miejsc punktowanych od pierwszego do ósmego. W Atlancie mieliśmy zdobyć dwa punkty. Głównie za sprawą złotego medalu Mateusza Kusznierewicza było ich sześć razy więcej. Teraz wymagania są większe – PKOl. liczy na 22 punkty. To by oznaczało, że w Sydney powinna stanąć na podium trójka żeglarzy, chociaż prezes Paszczyk mówi o dwóch medalach. Ciężka sprawa, ale to dobrze, że zawieszono tak wysoko poprzeczkę. Nie są to oczekiwania oderwane od rzeczywistości.
- Na czym opiera pan wiarę w dobry występ żeglarzy?
- W ostatnich latach dyscyplina zyskała możliwości rozwoju. Kadra narodowa dysponuje środkami pozwalającymi na zakup najlepszego sprzętu i na starty w najważniejszych regatach na wszystkich kontynentach.
Nasi żeglarze w Australii spędzili około 90 dni na przedolimpijskim rekonesansie. W pięcioletnim cyklu przygotowawczym do igrzysk w Sydney każdemu z reprezentantów związek zakupił po dwa komplety łódek i desek w dobrym standardzie. Mimo braku warunków do uprawiania w Polsce żeglarstwa przez cały rok, nie jesteśmy ubogimi krewnymi państw, które mają w tej dziedzinie ogromne tradycje.
Wprawdzie naszym znakiem firmowym wciąż pozostaje Mateusz Kusznierewicz, ale dziś w środowisku znane są również nazwiska Anny Gałeckiej, Przemysława Miarczyńskiego, Macieja Grabowskiego, Moniki Bronickiej, Pawłów: Kacprowskiego i Kuźmickiego, oraz Tomków: Stańczyka i Jakubiaka.
- Na Kusznierewicza wywierana jest tak wielka presja, że musiał skorzystać z porad psychologa…
- Mateusz jest świetnie zorganizowanym młodym człowiekiem, który nie zaniedbuje żadnego szczegółu mogącego mu pomóc w powtórzeniu sukcesu z Atlanty. Żeby sprostać oczekiwaniom podjął współpracę z olsztyńskim psychologiem Dariuszem Nowickim. Z tego co wiem, nie były to stałe sesje, a raczej rozmowy o tym, jak Mateusz ma sobie radzić w sytuacjach dużego stresu i napięcia przedstartowego, oraz jak relaksować się w wolnym czasie między wyścigami.
- Na co stać w Sydney żeglarzy z Mrągowa: Monikę Bronicką i załogę Tomka Jakubiaka i Tomka Stańczyka?
- Monika po wygraniu nerwowej rywalizacji z Weroniką Glinkiewicz pozbyła się balastu, ustabilizowała wyniki i pnie się w górę. Żegluje szybko w każdych warunkach, szczególnie w swoich ulubionych, czyli jeziorowych, w których się wychowała. Akwen w Sydney bardzo przypomina śródlądzie, więc powinien jej sprzyjać.
Wielką zagadką jest natomiast załoga Tomków. Po doskonałym 1999 roku przyszedł regres wyników. Stać ich na wszystko. Mimo to, trudno mi się dopatrzyć realnych przesłanek, by Stańczyka i Jakubiaka wymieniać wśród kandydatów do medali.
- W żeglarstwie o powodzeniu lub porażce często decydują warunki atmosferyczne. Jak duży może być ich wpływ na przebieg regat olimpijskich?
- Dobry żeglarz da sobie radę w każdej sytuacji. Wszyscy mają jednak swoje mocne i słabe punkty. Dlatego element loterii zawsze będzie istniał, a przy trwających ponad tydzień regatach może wręcz decydować o wynikach. W przypadku naszej ekipy bardziej niż nieprzewidzianych zmian pogodowych obawiałbym się stresu olimpijskiego. Tak się składa, że poza Mateuszem Kusznierewiczem pozostali zadebiutują w igrzyskach.
Autor artykułu: Mieczysław Rutkiewicz