Archive for September, 2000

Partnerka dla Zbyszka

Monday, September 18th, 2000

Być może Karolinę Woźniak z Gietrzwałdu czeka przygoda życia. Po castingu w Warszawie znalazla się wśród kilkunastu kandydatek do obsady roli Danusi w filmie ,Krzyżacy" w reżyserii Bogusława Lindy.

Karolina ma 15 lat, jest blondynką, właśnie zaczęła naukę w LO nr 4 w Olsztynie. Po maturze chce studiować prawo. Nastolatka z Gietrzwałdu osiągnęła już kilka sukcesów. Najpierw śpiewała na scenie Gietrzwałdzkiego Domu Kultury, potem zajął się rozwijaniem jej talentu wujek, kompozytor Piotr Gołębiowski.

W roku ubiegłym Karolina zadebiutowała na Spotkaniach Zamkowych, będąc najmłodszą uczestniczką festiwalu. Otrzymała wyróżnienie. W tym roku Karolina wzięła udział w Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Chrześcijańskiej Pokój i Dobro w Zielonej Górze. Zdobyła pierwsze miejsce.

O naborze do obsady aktorskiej ,Krzyżaków" w reżyserii Bogusława Lindy według scenariusza Cezarego Harasimowicza Karolina dowiedziała się z prasy. Poszukiwano między innymi odtwórczyni roli Danusi. Wysłała informację o sobie i zdjęcie. Zaproszono ją na casting do studia w Warszawie.

- Napierw były oględziny i rozmowa wstępna. Kilka banalnych pytań, po czym znalazłam się wśród tych dziewcząt, które przeszły dalej. Otrzymałam tekst z rolą Danusi do nauczenia się na pamięć. Potem zaproszono mnie przed kamerę. Dziewcząt, które doszły do tego etapu, było już niewiele. Podziękowano nam, kazano jechać do domu i czekać na telefon – opowiada Karolina.

Autor artykułu: Władysław Katarzyński

Wycięli drzewa bez pytania

Thursday, September 14th, 2000

Pracownicy Zakładu Energetycznego w Giżycku wycięli nielegalnie na prywatnej posesji kilkanaście trzydziestoletnich sosen. Właścicielkę działki o wycince powiadomili sąsiedzi.

- Myślałam, że dostanę zawału – wyznaje Irena Jusianiec, właścicielka działki. – Kiedy prowadzono tutaj linię energetyczną, drzewa miały już 15 lat. Wtedy też nas nikt nie pytał, czy będzie nam ona przeszkadzać.

Właścicielka działki interweniowała w ZE.

- Rozmawialiśmy telefoniczne z pracownikiem zakładu – mówi wnuk poszkodowanej. – Wyraźnie chciał nas zbyć. Poinformował, że spoczywa na nas obowiązek właściwego utrzymywania drzew, które zagrażają biegnącej obok linii energetycznej. Mieliśmy się tego domyślić z rozwieszonych plakatów. Próbowano nam wmówić, że będziemy ponosić koszty wycinki.

Irena Jusianiec złożyła w ZE pisemną skargę, domagając się wyjaśnień.
Antoni Kruk, kierownik Zakładu Energetycznego nie chciał się wypowiadać w tej sprawie, dopóki, jak stwierdził, nie pozna wszystkich szczegółów sprawy.

Autor artykułu: Andrzej Banaś

Ordynator na dwie godziny

Thursday, September 14th, 2000

Dyrektor olsztyńskiego Szpitala Wojewódzkiego na dwie godziny dziennie zmienia się w ordynatora oddziału nefrologii w tym szpitalu. Jak nam powiedziano w Urzędzie Marszałkkowskim, gdy mianowano Jana Forfę na dyrektora Szpitala Wojewódzkiego, zarząd województwa uzgodnił z nim rezygnację ze stanowiska ordynatora nefrologii.

- Rozważaliśmy tę sprawę i po zapoznaniu się z kodeksem pracy ustaliliśmy, że zrezygnuje z tej funkcji. Muszę sprawdzić, czy to prawda, że nadal jest ordynatorem – powiedziała nam zaskoczona Anna Kowenicka, dyrektor departamentu medycznego Urzędu Marszałkowskiego.

Jak się dowiedzieliśmy, dyrektor jest zatrudniony w charakterze ordynatora na ćwierć etatu. Według samego dyrektora Forfy żadnej umowy o rezygnacji nie było.

- Ordynatorem jestem dwie godziny dziennie. Obie funkcje udaje mi się łączyć tak, że mój oddział na tym nie cierpi – stwierdził Jan Forfa.
Proszący o anonimowość lekarz oddziału nefrologii wyjaśnił nam, że w ordynatora nefrologii dyrektor zmienia się około godz. 15.

Wczoraj próbowaliśmy dowiedzieć się, jakie konsekwencje grożą za to dyrektorowi ze strony zarządu województwa. Niestety marszałek województwa nie odbierał telefonu, a wicemarszałek Irena Petryna umówiła się z nami już po przekazaniu tego wydania gazety do druku.

Autor artykułu: Tomasz Sosnowski

Stadion nie tylko piłkarski

Thursday, September 14th, 2000

Podczas niedawnego spotkania na stadionie Stomilu przedstawiciele OSiR, MOKS Stomil i członkowie komisji Sportu, Turystyki i Rekreacji Rady Miasta rozmawiali nie tylko o przygotowaniu obiektu do niedzielnego meczu z Wisłą Kraków (przypominamy, że dziś ma zapaść decyzja prezydenta miasta o liczbie dostępnych na to spotkanie miejsc).

Przewodniczący komisji STiR Krzysztof Otoliński zaproponował, aby stadion był szerzej udostępniany olsztyńskim sportowcom, nie tylko piłkarzom. – Dla przykładu powiem, że Budowlani zgłosili chęć organizacji na wiosnę przyszłego roku meczu FIRA w rugby pomiędzy Polską i Danią – argumentował. – Jeżeli odbędzie się na tym stadionie, to prawdopodobnie dojdzie do skutku, inaczej nie. Obiekt jest miejski, środki na jego utrzymanie pochodzą z Ratusza. Dlaczego więc i nasi rugbiści nie mieliby tu rozgrywać swoich spotkań ligowych? Przecież jeszcze kilkanaście lat temu odbywały się tu niektóre ligowe mecze rugby a nawet spotkania międzypaństwowe.

Autor artykułu: lech

Tajna narada o zamachu

Wednesday, September 13th, 2000

Wczoraj w Olsztynie odbyło się tajne spoktanie policjantów i prokuratorów. Dotyczyło ono ubiegłotygodniowego zamachu bombowego, do którego doszło na ulicy Krasickiego. Przypomijmy, że w eksplozji w jadącym samochodzie zginął 27-letni Jarosław P z Olsztyna, który był zamieszany w kradzieże samochodów.

Policjantom i prokuratorom nie udało się dotychczas ustalić motywów sprawców zamachu. Według niepotwierzonych informacji śmierć Jarosława P. miała być ostrzeżeniem dla innych ,młodych” członków półświatka Olsztyna.

Według innego źródła zlecenie zabicia Jarosława P. mieli złożyć olsztyńscy kupcy, od których, jak się nieoficjalne mówi, ten młody mężczyzna wymuszał lub usiłował wymusić haracze.

Autor artykułu: csz

Mniej niż zero

Wednesday, September 13th, 2000

Rada Pedagogiczna V Liceum Ogólnokształcącego uznała, że skala ocen od jednego do sześciu jest za mała. Wzbogacono ją więc o dodatkowy element – ,zero”.
Decyzja o rozszerzeniu skali ocen podjęta została niejednomyślnie. Bogdan Dżus, dyrektor V LO, poparł jednak wolę większości.

- To szansa dla uczniów. Trzeba docenić wysiłek tych, którzy nie oddają na sprawdzianach pustych kartek. Otarli się o sukces, byli blisko pozytywnej oceny. Oni dostaną ,jedynki”. Ten, kto nie starał się wcale, otrzyma ,zero”- powiedział nam wczoraj.
Na koniec roku uczniowie otrzymają oceny w skali 1-6.

Powinno być referendum

Na ,zera” zgodzili się również członkowie Rady Szkoły. Pomysł budzi jednak i wśród nich kontrowersje.

- Nie uczestniczyłam w podejmowaniu tej decyzji. Uważam, że w tej sprawie powinno być referendum – stwierdziła Katarzyna Wądołowska, przewodnicząca samorządu uczniowskiego.
- W mojej klasie nauczyciel postawił ,zero” dlatego, że uczeń gadał na lekcji. Takie oceny to broń dla pedagogów, którzy nie mogą sobie poradzić z uczniami – komentuje jedna z licealistek (dane do wiadomości red.).

,Zera” nie podobają się też Zbigniewowi Karpowiczowi, wiceprezydentowi Olsztyna.
- Myślę, że wystarczy motywowanie uczniów taką skalą ocen, jaka istnieje. Dodatkowe uwagi można zapisywać w oddzielnym zeszycie – powiedział.

Zgodnie z prawem

- Po to ustalono skalę ocen, żeby się o niej stosować. Czy jedna szkoła może stosować inne prawa? – pytają zdziwieni rodzice.

Jak powiedziała nam Krystyna Sobolewska, dyrektor Wydziału Nadzoru Pedagogicznego olsztyńskiego Kuratorium Oświaty, szkoła ma prawo ustalić własny systemu ocen śródrocznych.

- Cenne jest to, że szkoła chce wprowadzić własny system. W tym przypadku jednak mamy wątpliwości, czy dodanie do skali ocen zera będzie dla uczniów motywujące – mówi Krystyna Sobolewska. – Nasz wizytator odwiedzi wkrótce V LO, by o tym porozmawiać.

Autor artykułu: Anna Mioduszewska

Konta wolne, ale puste

Wednesday, September 13th, 2000

Po naszym artykule wojewoda warmińsko-mazurski wstrzymał na 30 dni decyzję olsztyńskiego ZUS o zablokowaniu kont pięciu powiatowych urzędów pracy.

W ubiegłym tygodniu ZUS zablokował konta, bo urzędy nie płaciły składek zdrowotnych za bezrobotnych pozostających bez zasiłku. Największy dług – 628 tysięcy złotych – ma olsztyński PUP.

Do ubiegłego roku pieniądze na ubezpieczenia zdrowotne były przekazywane PUP za pośrednictwem Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Od tego roku pieniądze przekazuje wojewoda.
Maria Skurpska dyrektor WUP powiedziała nam, że na początku tego roku informowała wojewodę o ponad 5 milionach złotych długu urzędów pracy wobec ZUS. I było to jeszcze przed uchwaleniem budżetu województwa.

Witold Strobel rzecznik wojewody twierdzi, że wojewoda zbyt późno dowiedział się o kłopotach PUP. Jego zdaniem ta informacja powinna dotrzeć przed 1 stycznia 2000 roku, kiedy wojewoda przejął finansowania powiatowych urzędów pracy.

Aby rozwiązać problem, wojewoda wystąpił do ministra Longina Komołowskiego o 15-milionową dotację dla urzędów pracy naszym województwie.

- Jeżeli nasze województwo nie otrzyma dodatkowych pieniędzy, środki na zasiłki mogą się wyczerpać się w październiku – twierdzą szefowie PUP.

Autor artykułu: Andrzej Mielnicki

Więcej za akademiki

Tuesday, September 12th, 2000

Studentom przybywa wydatków. Zakwaterowani w akademikach Warmińsko-Mazurskiego zapłacą za miejsce w DS-ie średnio o 40 zł miesięcznie więcej niż w roku ubiegłym.

- Ceny i tak mamy najniższe w Polsce – twierdzi Wiesław Jastrzębski, prezes zarządu fundacji ,Żak”, która zarządza akademikami. - Podwyżka wynika z inflacji. Poza tym inwestujemy, żeby podnosić standard akademików. I tak ponosimy ryzyko, bo ceny ustalamy jedne, na rok z góry.
Studenci płacą 25 proc. kosztów. Tyle samo dokłada fundacja, a reszta to dotacja ministerstwa edukacji. Zakwaterowani muszą też wnieść kaucję- 100 zł, na pokrycie ewentualnych strat.

Zamiana za zgodą
Jak łatwo się domyślać, podwyżka nie podoba się. – Mieszkam w DS10. Warunki są dobre, ale opłaty za wysokie jak moje możliwości. Póki płaciłem za miesiąc 150 zł dało się wytrzymać. Teraz będę musiał płacić prawie 200 zł – mówi Krzysztof Okoński z okolic Sierpca, student III roku mechaniki UW-M.

DS10 jest najdroższym z akademików (opłaty 195 zł miesięcznie), którymi zarządza Fundacja Pomocy Studentom ,Żak”. Ten DS ma najwyższy standard. Znacznie mniej, bo 140 zł za miesiąc, płacą studenci zakwaterowani np. w DS 7 i 8.

Czy można zamieniać się miejscami? Uczelnianym wydziałom przydzielono miejsca w konkretnych akademikach. Na ewentualną zamianę, trzeba zgody dziekanów wydziałów.

Legalny walet
Trzeba jednak pamiętać, że akademiki są tańsze, niż stancje.
- Mieszkałam na stancji na I roku studiów. Nie podobało mi się. W akademiku jest taniej i wygodniej. Poza tym wszystkie zajęcia mam na miejscu – mówi Edyta Marcińczuk, V rok zarządzania UW-M.

Tych, którzy dostali miejsce w DS-ach koledzy nazywają szczęśliwcami. Fundacja ,Żak” ma raptem około 420 miejsc do podziału. Nic dziwnego, że niektórzy studenci gotowi byli odkupić od kolegów miejsca w DS-ach.
Zawsze zostaje ,waletowanie”. Miejsc jest mało, więc na prośbę samorządu studenckiego, w pokojach może mieszkać więcej osób niż jest miejsc. Jak usłyszeliśmy w fundacji, ,nie ważne, czy ktoś śpi na podłodze, czy z kimś w łóżku”, byleby zakwaterował się i zapłacił 40 proc. stawki.

Autor artykułu: Anna Mioduszewska

Rozmowa z Andrzejem Wyrzykowskim

Monday, September 11th, 2000

Andrzej Wyrzykowski z Olsztyna odpowiada za przygotowanie polskich żeglarzy do igrzysk w Sydney. W Australii wystąpi w roli trenera głównego Polskiego Związku Żeglarskiego.

- Pierwsze wyścigi na akwenie olimpijskim rozpoczną się 17 września. Co będziecie robić do tego czasu?
- Po przylocie do Australii odebraliśmy, wysłane kontenerem już w lipcu, łódki i motorówki. Zaraz potem żeglarze rozpoczęli treningi na czterech z sześciu tras olimpijskich.

Czekają ich jeszcze pomiary sprzętu i odliczanie dni do ceremonii otwarcia i inauguracyjnych wyścigów. Co ciekawe, w Sydney po raz pierwszy od niepamiętnych czasów żeglarze klas jednoosobowych – poza Laserem – wystartują w igrzyskach na swoim sprzęcie. Jest to dobre rozwiązanie. Nie tylko eliminuje element przypadkowości przy losowaniu nieznanych łódek, ale obniża koszty organizacji gigantycznej imprezy.

– Polskie żeglarstwo regatowe urosło w siłę. Dziś ma tak wysokie notowania u władz PKOl., że jego szef Stefan Paszczyk wymienia żeglarzy w pierwszym szeregu polskich kandydatów do olimpijskich medali.
- Władze sportowe stworzyły żeglarzom optymalne warunki przygotowań. Nic dziwnego, że oczekują dobrych wyników. Dobrych, czyli miejsc punktowanych od pierwszego do ósmego. W Atlancie mieliśmy zdobyć dwa punkty. Głównie za sprawą złotego medalu Mateusza Kusznierewicza było ich sześć razy więcej. Teraz wymagania są większe – PKOl. liczy na 22 punkty. To by oznaczało, że w Sydney powinna stanąć na podium trójka żeglarzy, chociaż prezes Paszczyk mówi o dwóch medalach. Ciężka sprawa, ale to dobrze, że zawieszono tak wysoko poprzeczkę. Nie są to oczekiwania oderwane od rzeczywistości.

- Na czym opiera pan wiarę w dobry występ żeglarzy?
- W ostatnich latach dyscyplina zyskała możliwości rozwoju. Kadra narodowa dysponuje środkami pozwalającymi na zakup najlepszego sprzętu i na starty w najważniejszych regatach na wszystkich kontynentach.

Nasi żeglarze w Australii spędzili około 90 dni na przedolimpijskim rekonesansie. W pięcioletnim cyklu przygotowawczym do igrzysk w Sydney każdemu z reprezentantów związek zakupił po dwa komplety łódek i desek w dobrym standardzie. Mimo braku warunków do uprawiania w Polsce żeglarstwa przez cały rok, nie jesteśmy ubogimi krewnymi państw, które mają w tej dziedzinie ogromne tradycje.

Wprawdzie naszym znakiem firmowym wciąż pozostaje Mateusz Kusznierewicz, ale dziś w środowisku znane są również nazwiska Anny Gałeckiej, Przemysława Miarczyńskiego, Macieja Grabowskiego, Moniki Bronickiej, Pawłów: Kacprowskiego i Kuźmickiego, oraz Tomków: Stańczyka i Jakubiaka.

- Na Kusznierewicza wywierana jest tak wielka presja, że musiał skorzystać z porad psychologa…
- Mateusz jest świetnie zorganizowanym młodym człowiekiem, który nie zaniedbuje żadnego szczegółu mogącego mu pomóc w powtórzeniu sukcesu z Atlanty. Żeby sprostać oczekiwaniom podjął współpracę z olsztyńskim psychologiem Dariuszem Nowickim. Z tego co wiem, nie były to stałe sesje, a raczej rozmowy o tym, jak Mateusz ma sobie radzić w sytuacjach dużego stresu i napięcia przedstartowego, oraz jak relaksować się w wolnym czasie między wyścigami.

- Na co stać w Sydney żeglarzy z Mrągowa: Monikę Bronicką i załogę Tomka Jakubiaka i Tomka Stańczyka?
- Monika po wygraniu nerwowej rywalizacji z Weroniką Glinkiewicz pozbyła się balastu, ustabilizowała wyniki i pnie się w górę. Żegluje szybko w każdych warunkach, szczególnie w swoich ulubionych, czyli jeziorowych, w których się wychowała. Akwen w Sydney bardzo przypomina śródlądzie, więc powinien jej sprzyjać.

Wielką zagadką jest natomiast załoga Tomków. Po doskonałym 1999 roku przyszedł regres wyników. Stać ich na wszystko. Mimo to, trudno mi się dopatrzyć realnych przesłanek, by Stańczyka i Jakubiaka wymieniać wśród kandydatów do medali.

- W żeglarstwie o powodzeniu lub porażce często decydują warunki atmosferyczne. Jak duży może być ich wpływ na przebieg regat olimpijskich?
- Dobry żeglarz da sobie radę w każdej sytuacji. Wszyscy mają jednak swoje mocne i słabe punkty. Dlatego element loterii zawsze będzie istniał, a przy trwających ponad tydzień regatach może wręcz decydować o wynikach. W przypadku naszej ekipy bardziej niż nieprzewidzianych zmian pogodowych obawiałbym się stresu olimpijskiego. Tak się składa, że poza Mateuszem Kusznierewiczem pozostali zadebiutują w igrzyskach.

Autor artykułu: Mieczysław Rutkiewicz

Wojciech Tarnowski: Nie chcę wyjeżdżać z Iławy

Monday, September 11th, 2000

Dziesiąty sezon gry w Jezioraku Iława rozpoczął w sierpniu Wojciech Tarnowski. Sporo wskazuje na to, że już go nie dokończy.

- Doszły nas słuchy, że jest pan zawieszony w prawach zawodnika Jezioraka. Dlaczego?
- Jest to złożona sprawa. Po kilku nieudanych meczach w trzeciej lidze prezes klubu Jerzy Kalinowski zarzucił w szatni kilku najstarszym piłkarzom, w tym mnie, że nie angażujemy się w grę, a Jeziorak ,dzięki” nam spadł z drugiej ligi. Zasugerował, że spadliśmy nie tylko ze względu na słabą postawę na boisku, ale dlatego, że w grę wchodziły również sprawy pozasportowe. Nie pozostało mi wtedy nic innego, jak spakować się i wyjść z szatni.

- Ale po kilku meczach wrócił pan do zespołu.
- Namówił mnie do tego trener Zbigniew Kieżun, który prosił, żebym nie reagował zbyt impulsywnie. Dlatego wróciłem do drużyny, zagrałem pół meczu w Kozienicach, a w międzyczasie ukazała się moja nieszczęsna wypowiedź w Gazecie…

- …w której stwierdził pan, że nie jest szwaczką w zakładzie krawieckim prezesa Kalinowskiego.
- Byłem rozgoryczony, niepotrzebnie poniosły mnie nerwy, a sformułowanie, delikatnie mówiąc, nie było najszczęśliwsze Dziś na łamach tej samej gazety chcę przeprosić panie pracujące w zakładzie pana prezesa. Naprawdę, nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby je obrażać.

- Wciąż ma pan żal do prezesa klubu?
- Jego decyzję przyjąłem z pokorą, staram się ją zrozumieć. Ale z drugiej strony w zeszłym sezonie byłem jedynym obrońcą drużyny, który strzelał bramki dla Jezioraka. Zdobyłem pięć goli, więcej ode mnie strzelił tylko Napoleon Amaefule (sześć bramek – red.). Stąd szczególnie zabolały mnie słowa prezesa.

- Zarówno pan jak i prezes Kalinowski jesteście dorosłymi ludźmi, którzy chyba mogą sobie wszystko wyjaśnić w męskiej rozmowie?
- Od tamtej rozmowy w szatni nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. O tym, że jestem zawieszony w prawach zawodnika, poinformował mnie dyrektor klubu. Widocznie prezes nie uważa za konieczne, by ze mną rozmawiać.

- Widzi pan jeszcze szansę powrotu do Jezioraka?
- Czuję się dobrze pod względem fizycznym, na pewno jeszcze mógłbym pomóc drużynie. Bardzo miło wspominam grę w Jezioraku, trochę zdrowia na boisku zostawiłem. Mam nadzieję, że i kibice zapamiętają mnie z dobrej strony.

- A może taka sytuacja jest panu na rękę. Rozegrał pan w drugiej lidze około 150 spotkań, jest pan wolnym zawodnikiem…
- Nic z tych rzeczy. Przyznaję, że od momentu gdy zostałem zawieszony miałem już propozycje gry z trzech klubów. Odmówiłem, bo jestem silnie związany z Iławą i nie chcę stąd wyjeżdżać.

Autor artykułu: Zbigniew Szymula