Archive for August, 2000

Młodzież w młynie

Tuesday, August 29th, 2000

Jutro rozpoczyna się w Warszawie finałowy turniej o mistrzostwo Polski juniorów w rugby. Wśród ośmiu najlepszych drużyn w tej kategorii wiekowej znalazła się również piętnastka Budowlanych-Renox Olsztyn.

Aby zagrać w Warszawie należało wcześniej zająć przynajmniej drugie miejsce w eliminacjach strefowych. Olsztynianie wystąpili w bardzo silnej grupie wraz z drużynami z Wybrzeża, i zajęli drugą pozycję, tuż za mistrzami Polski juniorów Ogniwem Sopot.

- Głównym faworytem finałowego turnieju jest Folc Warszawa, w którym gra obecnie 80 procent młodzieżowej reprezentacji Polski – przyznał Leszek Bors, trener Budowlanych. – Trafiamy w pierwszym meczu na ten właśnie zespół. Mistrzostwa rozgrywane są systemem pucharowym, więc wszystko wskazuje na to, że możemy pograć najwyżej o 5. miejsce. Ale nic do końca nie jest pewne, bo to jest przecież sport. Jedziemy powalczyć.

Autor artykułu: lech

Dogadujący się z diabłem

Tuesday, August 29th, 2000

- Kibice zastanawiają się, dlaczego Piotr Wieczorek został prezesem Stomilu.
- Bo mam jeszcze trochę układów w Polsce, ludzie mnie szanują, i dzięki temu mogę klubowi pomóc. Po drugie chłopcy z drużyny przyjeżdżali do mnie, prosili, żebym pomógł. No to się zgodziłem.

- Działa pan w Stomilu nieco ponad miesiąc. Jaką najważniejszą decyzję podjął pan w tym czasie?
- Trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie jesteśmy w stanie spłacić wszystkiego od razu. Dlatego prosimy wierzycieli, żeby rezygnowali z odsetek, godzili się na spłatę długu w ratach. Trzeba mieć świadomość, że nie wyjdziemy z tych kłopotów za miesiąc czy dwa, a nawet za pół roku. Na szczęście zaczęliśmy spłacać długi, poprawiła się atmosfera wokół Stomilu, choćby w PZPN, gdzie już inaczej na nas patrzą niż jeszcze miesiąc temu.

- Kibice chcieliby znać konkretne kwoty. Ile już spłaciliście?
- Do samego tylko Urzędu Skarbowego i ZUS wpłaciliśmy w ciągu miesiąca milion czterysta tysięcy złotych. To chyba sporo, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że dotychczas nie płaciło się w ogóle, przez cztery czy pięć lat? A piłkarzom też płacimy na bieżąco, od czasu do czasu dorzucamy jakieś zaległe parę złotych.

- Skąd na to wszystko pieniądze?
- Od Canal Plus, za transfer Bartka Jurkowskiego do Petro, dostaliśmy też drugą ratę za przejście Zbyszka Małkowskiego do Feyenoordu. Wszystkie pieniądze, które wpływają do klubu, każda złotówka jest pięć razy liczona, zanim zostanie wydana.

Autor artykułu: Zbigniew Szymula

Podejrzane numery w Urzędzie

Tuesday, August 29th, 2000

Podczas przeglądu technicznego Fiata Marea należącego do Urzędu Wojewódzkiego okazało się, że auto ma inny numer nadwozia niż ten wpisany w dokumentach. Sprawą zajęła się policja.

Wczoraj pojazd badali policjanci zajmujący się kradzieżami samochodów.
- Urząd Wojewódzki zobowiązał się, że auto jest zawsze do naszej dyspozycji, dlatego zostawiliśmy je w garażu urzędu. Wyjaśniamy całą sprawę. Samochód nie figuruje na liście pojazdów kradzionych – mówi kom. Andrzej Bohdanowicz, rzecznik prasowy olsztyńskiej policji.

Kilka dni temu Fiat Marea miał przejść badania techniczne, które potrzebne do przedłużenia ważności dowodu rejestracyjnego. Jednak pracownikom Wojewódzkiej Stacji Kontroli Pojazdów nie zgadzał się literowo-cyfrowy kod identyfikacyjny nadwozia auta z tym wpisanym w dowodzie rejestracyjnym. Fiat wrócił do garażu Urzędu. Zdjęto z niego tablice rejestracyjne.

- Rzeczywiście odmówiono nam przedłużenia rejestracji- potwierdza nasze informacje Witold Strobel, rzecznik prasowy Urzędu Wojewódzkiego
Fiat Marea trafił do Olsztyna z likwidowanego Urzędu Wojewódzkiego w Elblągu półtora roku temu.

Według Strobla partia Fiatów kupionych przez Urząd Rady Ministrów, miała błędnie wpisany w fakturach zakupu numer identyfikacyjny samochodu. Stąd niezgodność numerów w aktualnych dokumentach pojazdów.

Autor artykułu: Krzysztof Berent, Cezary Stankiewicz

Uciekają, bo mają dość biedy w domu

Monday, August 28th, 2000

Podczas wakacji policjanci z Warmii i Mazur wyłapali ponad 50 nastoletnich uciekinierów. Wielu z nich jest mieszkańcami pięknych latem Warmii i Mazur, ale uroki przyrody to nie wszystko, by czuć się szczęśliwym.

O wiele więcej, bo 128 nastolatków, trafiło do Policyjnej Izby Dziecka w Olsztynie po ucieczkach z placówek wychowawczych w całym kraju.
- Już dawno nie było u nas małych podróżników, którzy wymknęli się z domu, by dotrzeć na Bermudy – mówi sierżant sztabowy Roman Gabrycki z Policyjnej Izby Dziecka. – Teraz ucieka się od biedy lub przed prawem.

Zdaniem podinspektor Anny Apanasewicz z Wydziału Prewencji KWP w Olsztynie, nie znamy prawdziwej liczby ucieczek.
- Problem polega na tym, że wielu rodzicom wstydzi się zawiadomić policję albo wręcz jest im na rękę, że dziecko uciekło z domu. Czekają aż same wrócą – mówi podinspektor Anna Apanasewicz. – Oceniam, że w tym roku mogło dojść do około półtora tysiąca ucieczek w całym regionie.

Tegoroczną rekordzistką jest 16- letnia Iza z Olsztyna. W tym roku już sześć razy trafiła do Izby. Pierwszy raz uciekła, bo bała się rodziców. Dzień wcześniej urządziła w domu imprezę, podczas której mieszkanie zostało trochę zniszczone. Potem uciekała jeszcze parę razy, zatrzymano ją pijaną.

Autor artykułu: Krzysztof Berent

Agroturystyka po kazachsku

Monday, August 28th, 2000

Rodzina Luby i Aleksandra Rudnickich wraz z trójką dzieci i ich 84-letnim dziadkiem Antonim przyjechali miesięc temu do Polski z malutkiej wsi Kalinówka w Kazachstanie. Zamieszkali w Pogobiu Średnim koło Pisza. Swój dom w Kazachstanie i wszystko, co się w nim znajdowało, sprzedali za 1000 marek niemieckich. Do Polski zabrali ze sobą kilka walizek. Nowe mieszkanie znaleźli u Jolanty i Bogdana Kamińskich z Warszawy.

- Mąż jest wielkim miłośnikiem kresów – opowiada pani Jolanta. – W Pogobiu mamy duży dom, więc postanowiliśmy pomóc rodakom. Z Rudnickimi zetknęliśmy się w siedzibie Wspólnoty Polskiej, która pośredniczyła w szukaniu polskiej rodziny.

Aleksander i Luba znaleźli pracę w gospodarstwie agroturystycznym Kamińskich. Za pieniądze od gminy kupili meble i lodówkę.

- Po upadku ZSRR Polacy nie są w Kazachstanie mile widziani – wyznaje Luba. – Nie mają szansy zdobycia wykształcenia i dobrej pracy, bo nie znają kazachskiego. Mieliśmy trochę ziemi, ale większość musieliśmy oddać w użytkowanie w zamian za niewielką część plonów. Jedynym wyjściem była repatriacja. Dziadek Antoni dostanie emeryturę

- Człowiek przyzwyczaja się do miejsca, w którym żyje, ale tam nie da się żyć – stwierdza pan Antoni. – Marzy mi się rozmowy hodowanie kur albo kozy. Tu jest tyle trawy, że starczyłoby na cały Kazachstan.

Autor artykułu: Marek Truszkowski

Blady strach wśród turystów

Monday, August 28th, 2000

Po czterech brutalnych napadach w centrum Olsztyna wyraźnie zmniejszyła się liczba niemieckich turystów – alarmują właściciele firm, które zajmują się obsługą zagranicznych wycieczek.

Jedna z napadniętych niemieckich turystek ma złamaną rękę, inna palec. Kilka obrabowanych osób mocno się potłukło, kiedy zostały przewrócone na chodnik przez bandytę. Zła sława śródmieścia Olsztyna szybko się rozeszła. Zagraniczne, szczególnie niemieckie wycieczki, mniej chętnie odwiedzają Olsztyn. Właściciele olsztyńskich firm, które obsługują turystów, odczuli to w postaci spadku dochodów.

Turystów płoszą również osoby, sprzedające na własną rękę karty postojowe. Żądają znacznie więcej, niż wynosi jej faktyczna cena. Bywa też, że nielegalni sprzedawcy kart biorą pieniądze, żeby je rozmienić i już nie wracają.

- Traktujemy sprawę wyjątkowo poważnie – zapewnia Sebastian Nadratowski z biura prasowego Komendy Miejskiej w Olsztynie. – Centrum Olsztyna jest patrolowane bardzo często, także przez piesze patrole. Poza tym w tym rejonie codziennie jest kilku policjantów po cywilnemu. Efekt jest wymierny, bo od prawie dwóch tygodni nie było napadu na turystów.

Autor artykułu: csz

Uchodzimy za ludzi szalonych

Thursday, August 24th, 2000

Aleksander Grynis lubi, gdy ,skacze mu adrenalina". Jej poziom podnosi surfując po morskich falach na desce z żaglem.

Kilka dni temu u wybrzeży Murcji reprezentant Bazy Mrągowo w wielkim stylu popłynął po tytuł młodzieżowego mistrza świata (do 21 lat) w Formule Windsurfing. Za plecami Polaka, który wygrał wszystkie wyścigi, znalazło się 56 żeglarzy z ośmiu państw. – Te regaty miały u mnie priorytet – mrągowianin. – Tytuł był mi potrzebny także po to, żeby zwrócić na siebie uwagę dziennikarzy i sponsorów.

Na dziadka można liczyć

Dwa lata temu Aleksander Grynis nazywał się jeszcze… Tomasz Kudyma. Z powodów rodzinnych zmienił nazwisko na panieńskie swojej matki. Ciekawych wątków w życiu Aleksandra jest więcej: urodził się w Kijowie, gdzie jego dziadek był konsulem. W mamie i dziadku znalazł największe oparcie. Również finansowe.

- Pomogli mi pozostać przy windsurfingu, wydając sporo pieniędzy. Dziś jestem bardziej samodzielny, niezależny. Dwa miesiące temu podpisałem umowę sponsorską z Towarzystwem Ubezpieczeniowym Zurich. Nie będę już zabierał dziadkowi pieniędzy. Przeciwnie, chyba mu oddam zaciągniętą pożyczkę – śmieje się zawodnik.

Szaleni znaczy inni
Z chwilą skończenia Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Mrągowie Aleksander Grynis był już zdany na własne siły. Szybko jednak nauczył się organizować wyjazdy na treningi, regaty, szukać pieniędzy na drogie deski i komplety żagli.

Dzięki dobrej znajomości języka angielskiego i licznym kontaktom sportowym ma wielu przyjaciół na całym świecie. Dlatego gdy przychodzi sezon, mieszka w różnych miejscach Polski i Europy. Ostatnio na Wyspach Kanaryjskich. Deskarze tworzą specyficzną grupę, którą zwolennicy tradycyjnego żeglarstwa określają mianem subkultury.

- Jesteśmy tak postrzegani, bo wyłamujemy się ze schematów – tłumaczy młodzieżowy mistrz świata. – Inny jest sprzęt na którym pływamy, inny, bardziej swobodny sposób bycia i ubierania się. Uchodzimy za trochę szalonych ludzi, a na takich zawsze patrzy się z nieufnością.

Skok na Hawaje

We wrześniu Aleksander Grynis wybiera się na Hawaje. Na Ocenie Spokojnym pierwszy raz w życiu posmakuje emocjonujących skoków i jazdy po kilkumetrowej fali. Miesiąc później na wodach Tajlandii zmierzy się z zawodowcami w mistrzostwach świata Formuły.

Sprawdzi, ile wart jest złoty medal z Murcji. – Chcę tam wcześniej pojechać i zapoznać się z akwenem. Muszę tylko zorganizować, bagatela, co najmniej 10 tysięcy niemieckich marek – dodaje niezrażony tym faktem Grynis.

Autor artykułu: Mieczysław Rutkiewicz

Zapłacił bo mu grozili

Thursday, August 24th, 2000

Zdeponowane w kasynie oficerskim w Gołdapi dolary należą do mieszkańca małej wsi pod Białymstokiem – potwierdziła podlaska policja i nic więcej nie chce na ten temat mówić.

Według nieoficjalnych informacji kilkanaście tysięcy dolarów, które trafiły na komisariat gołdapskiej policji miało być okupem dla bandytów, którzy grozili mieszkańcowi podbiałostockiej wsi.

- Sprawa jest bardzo poważna i w tej chwili nic nie możemy o niej mówić – stwierdziła krótko Maria Kubajewska, rzeczniczka podlaskiej policji.
Niewiele powiedział również nadkomisarz Mirosław Rozumek, naczelnik Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku.

- Po rozmowie z prokuratorem postanowiliśmy nie przekazywać żadnych informacji na ten temat – powiedział naczelnik Rozumek.
Paczkę zostawił w kasynie oficerskim w Gołdapi nieznany mężczyzna. Obsłudze lokalu powiedział, że ktoś zgłosi się po nią w piątek po południu.

Personel kasyna, jak twierdzi, nie wiedział wcześniej o zawartości tajemniczej paczki.
Ponieważ nikt się nie zgłosił, pracownica kasyna przekazała ją policji. Po rozpakowaniu okazało się, że wewnątrz jest 12 tys. dolarów amerykańskich, czyli ponad 50 tysięcy złotych.

Autor artykułu: Cezary Stankiewicz

Po przejciu trąby powietrznej

Thursday, August 24th, 2000

Trwa likwidacja i szacowanie szkód po przejściu gwałtownej wichury nad Stacją Dydaktyczno-Naukową Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Bałdach w gminie Purda. Trąba powietrzna zerwała z budynków gospodarczych i biurowych duże połacie dachów oraz powaliła kilkanaście okazałych drzew.

- Zniszczeniu uległo około 1000 metrów poszycia dachowego – mówi dr Aleksander Socha, dyrektor administracyjny UWM. – Uszkodzone są także więźby dachowe w budynkach, w których przebywają zwierzęta. Większość szyb została pobita.

Wichurapoprzewracała ogrodzenia i uszkodziła komin w zabytkowym dworku. Służby techniczne naprawiły już sieć elektryczną i usunęły z drogi dojazdowej przewrócone drzewa. Naprawy szkód potrwają jednak co najmniej miesiąc.

- Rzeczoznawcy ubezpieczeniowi wciąż szacują straty, ale już teraz wiadomo, że sama naprawa dachów pochłonie około 300 tys. zł. – mówi dr Socha. – Wystąpimy do Ministerstwa Edukacji Narodowej o dofinansowanie robót.

Poniedziałkowa wichura podmyła także drogę w Nowej Kaletce. Na drodze z Butryn do Bałd przewrócone drzewa zniszczyły odcinek pobocza. Naprawy dróg rozpoczną się w piątek.

Autor artykułu: Grzegorz Adamowicz

Ślady łodzi ze średniowiecza

Friday, August 18th, 2000

Mnóstwo żelaznych nitów do łączenia klepek w średniowiecznych łodziach odkryli w piątek archeolodzy, badający osadę Truso w Janowie pod Elblągiem.

Badacze spodziewają się, że wkrótce natrafią na ślady samych łodzi.
Po dziesięciu latach przerwy archeolodzy znowu pojawili się na terenie wczesnośredniowiecznej osady Truso. Prowadzą prace wykopaliskowe w portowej części dawnego emporium.

Osadę Truso, która miała charakter wczesnego miasta o charakterze portowym i rzemieślniczo-handlowym, osiemnaście lat temu odkrył elbląski archeolog Marek Jagodziński. Przez dziesięć lat prowadził tam badania archeologiczne. Z kilkunastu hektarów, jakie zajmowała osada, dotychczas udało się przebadać tylko 11 arów.

W tym roku znowu pozyskano pieniądze, głównie dzięki staraniom Towarzystwa Wspierania Badań Nad Dziedzictwem Kulturowym Europy. Badania dofinansowali: wojewoda warmińsko-mazurski, prezydent Elbląga oraz miejscowe Muzeum.

- Badania archeologiczne to jedyny sposób na uratowanie tkwiącego w ziemi dziedzictwa kulturowego i pozyskanie kolejnych informacji o życiu mieszkańców osady – twierdzi Marek Jagodziński.

Tegoroczny sezon wykopaliskowy zaczął się kilka dni temu. Archeolodzy wydobywają już pierwsze cenne zabytki. Oprócz wspomnianych żelaznych nitów są też m.in. fragmenty zwierzęcych kości, glinianych naczyń, porcelany, przedmiotów z żelaza i szkła.
Na razie badacze penetrują wierzchnie warstwy ziemi. Ciekawsze znaleziska będą z pewnością na większych głębokościach.

Autor artykułu: Jarosław Grabarczyk